Przekręciłam się na drugi bok ponieważ ktoś a raczej nie ktoś bo doskonale wiem kto, bawił się moimi włosami przy okazji łaskocząc mnie po karku. Otworzyłam oczy znów widząc mój ideał.
- Dzień dobry kochanie. - powiedział i złączył nam usta w długim pocałunku.
- Chcę się tak budzić codziennie.
- Wziąłem wolne dziś i jutro. Odpłacę Ci się za wczoraj plus dodatkowy dzień w ramach przeprosin. Pasuje?
- Pasuje, jak najbardziej.
- Dobra wstajemy, wstajemy.
- Nieee.
- Taaak.
- Proszę Cię, Harry. Jeszcze piętnaście minut.
- Umm, no dobra ja idę zrobić śniadanie.
- Dziękuje. A tak ogólnie Harry to ja też pojutrze wracam do pracy więc dobrze że jutro też sobie odpuściłeś.
- Świetnie. Pojedziemy gdzieś na 2 dni.
- Żartujesz sobie.
- Nie żartuję, mówię zupełnie serio.
- Ale gdzie mielibyśmy pojechać?
- Coś się wymyśli. Nawet pod namioty.
- Nie, tylko nie to! Nie znoszę spać pod namiotami.
- Eh, to coś innego wymyślimy. Zbieraj się a ja idę do kuchni.
- Mój książę. Buzi dla księżniczki.
Zbliżył się do mnie i zaczął całować na co ja popchnęłam jego ramię aby leżał po czym usiadłam na nim nie rozłączając nam ust.
- Wstałam, haha.
- Grr.
Przegryzłam wargę wstając, ruszyłam w stronę szafy wyciągając z niej szarą koszulkę Hazzy z napisem " LOVER" na kieszonce a do tego zwykłe czarne legginsy.
- To moja koszulka.
- Spostrzegawczy jesteś.
- A może ja ją chciałem ubrać, hm? - zaśmiał się.
- No cóż, ja byłam pierwsza. Idź robić to śniadanie.
Podeszłam jeszcze do niego na chwilę muskając lekko usta i zwinnym, kobiecym krokiem oddaliłam się od niego idąc w stronę łazienki aby wziąć prysznic. Wychodząc spojrzałam jeszcze przez ramię jak zareagował i z tego co spostrzegłam ślinił się jak niemowlę.
PÓŁ GODZ. PÓŹNIEJ
- Pojedziemy nad jezioro do domu letniskowego, jest piękna pogoda, ciepło i z chęcią rzuciłbym się do wody. A za tydzień lub dwa polecimy do Włoch lub do Hiszpanii.
- Hm, super pomysł! Do Hiszpanii, to zawsze było moje marzenie. Ale i tak zwariowałeś bo tyle pieniędzy wydasz na to.. a z resztą ja się dołożę.
- Nie ma mowy. Ja jestem w tym związku facetem.
- Haha, wiesz co?
- Nie wiem.
- Kocham Cię.
- A no to wiem. - Zbliżył się do mnie i pocałować, jego usta zawsze tak cudowne smakują.
- Mmm, świetnie smakujesz.
- To samo mogę powiedzieć o Tobie. Jak zjesz to idź się spakować.
- Pojedziemy po jutrze, bo muszę zrobić jakieś sesje, pójdę dziś na 2 godzinki do studia a jutro na 5/6 godzin i będziemy mogli jechać w środę, dobrze?
- No to w takim razie, ja pojadę do studia, na 2 godziny.
DWA DNI PÓŹNIEJ
Postanowiliśmy że pojedziemy na tydzień, oboje mieliśmy możliwość wziąć na tyle czasu wolne więc czemu by nie? Właśnie pakowałam ostatnie rzeczy do torebki gdy Harry wparował do pokoju by wziąć walizki do auta. Byłam jeszcze nie ogarnięta ale nie miałam zamiaru nie wiadomo jak się malować ponieważ jadę odpocząć i nikt kogo znam nie będzie musiał mi się szczególnie przyglądać. Weszłam jeszcze do łazienki by zrobić coś z włosami których każdy kosmyk był ułożony w inną stronę. Postawiłam na zwykłego, luźnego koka na czubku głowy. Podeszłam do szafy ubierając na siebie jaskrawo różową bokserkę, na tyłek wsunęłam ciemno jeansowe szorty, na stopy wsunęłam moje krótkie białe conversy i mogłam już wychodzić. Złapałam jeszcze tylko torebkę i zeszłam na dół. Przechodząc przez kuchnie chwyciłam piękne, czerwone jabłko i dołączyłam do Loczka. Pocałowałam mojego chłopaka który już otwierał mi drzwi od auta i wsadziłam swój tyłek na skórzane siedzenie. Ze schowka wyciągnęłam swoje pilotki zakładając je na nos. Spojrzałam na Hazzę który wyglądał bardzo seksownie za kierownicą. Przegryzłam wargę i wlepiłam swój wzrok w wyświetlacz mojego iPhona, ktoś próbował się do mnie dobić ale byłam zbyt wgapiona w Styles'a. To Vicky.
- Cześć, przepraszam że nie odebrałam, ale mam wyciszony telefon.
- Haha, okay nie tłumacz się. Jak tam dojechaliście?
- Nie, jeszcze nie, zapytam Hazzę za ile będziemy.
- Kochanie, za ile będziemy, na miejscu.
- Jakieś dwie godzinki może półtorej.
- Okay.
- Za dwie godziny lub półtorej.
- Aaa, to nie dużo. Dobra to ja wam nie przeszkadzam, cieszcie się tylko sobą. Jak dojedziecie na miejsce to napisz lub zadzwoń bo będę się martwiła.
- Haha, okay. Buźka, pa.
- Kto to?
- Vicky.
- Byłaś tak we mnie zapatrzona że nie usłyszałaś telefonu?
- Chciałbyś.
- Nie muszę chcieć. Ja wszystko widzę skarbie, nawet jeśli nie patrzę akurat na Ciebie.
- Aaa, to ciekawych się rzeczy dowiaduję.
- Taki już jestem, bardzo ciekawy.
- Nie wmawiaj sobie słoneczko.
- Haha.
- Okay, ja chcę spać, obudź mnie jak dojedziemy na miejsce.
*2 godziny później*
(Harry)
- Kochanie wstawaj już jesteśmy.
- Co? Jeszcze chwilę.
- Nie, nie, nie. Wstawaj.
- Harry.
- Hmm?
- Tyłek mnie boli. Bardzo.
- No i co ja mam teraz zrobić.
- Pomasuj.
- Chodź na kolana.
Jak powiedziałem tak zrobiła. Siadła na mnie okrakiem a ja złapałem w dłonie jej idealne pośladki. Ścisnąłem dosyć mocno i pociągnąłem ku górze po czym zataczałem kółka na co syknęła. Czułem jak w moich spodniach powstaje erekcja. Ona doskonale o tym wiedziała i wiem że chce się ze mną podroczyć. Zaczęła ruszać się w tył i w przód ocierając się o mojego penisa. Owinęła ręce wokół mojego karku i wbiła się mocno na mnie jakby chciała się pieprzyć przez spodnie. Oj Mind, Mind. Ale przyznam była w tym doskonała ponieważ mój przyjaciel stał już na baczność a ja miałem taką ochotę że to jest kosmos.
- Przestań bo zaraz zerżnę Cię tutaj.
- Kusząca propozycja. Szyby są przecież przyciemniane.
Wsunęła się przez odstęp między miejscem kierowcy a pasażera na tylne siedzenie i zawołała mnie do siebie. Zrobiłem to samo co ona i po chwili byłem przy niej. Przejechałem palcem po jej ustach po czym zacząłem ją zachłannie całować. Szybko pozbyłem się jej bluzki a ta w tym czasie rozpinała moje spodnie. Na chwilę rozłączyłem nasze usta aby móc pozbyć się tych spodni na dobre. Gdy leżały już gdzieś na siedzeniu wróciłem do jej ust. Zabrała się za moją koszulkę a ja za jej szorty. Zsunąłem je z jej zgrabnego tyłka. Została już tylko w bieliźnie a ja w bokserkach. Zgrabnie odpiąłem jej stanik i rzuciłem za siebie. Chyba wylądował z bagażniku. Pozbyłem się później też jej majtek a ona moich bokserek. Gdy była już naga wyciągnąłem z kieszeni spodni które leżały na ziemi paczkę prezerwatyw. Wyciągnąłem jedną i wsunąłem na kutasa. Gdy to zrobiłem nie czekałam ani chwili i gwałtownie wszedłem w nią całą długością. Przez to że zrobiłem to tak szybko i wcale się tego nie spodziewała pisnęła głośno ale zamknąłem jej usta pocałunkiem. Poruszałem się w niej szybko po czym zwalniałem lekko tempo by za chwilę wracać do szybkiego. Zostawiłem kilka malinek na jej ciele. Czułem że jesteśmy już oboje blisko. Robiłem to jeszcze szybciej a ona jęczała jeszcze głośniej. Jestem pewien że widać jak auto się rusza, i to ostro.
- Ha.. Ha.. Harry! Oh! Aaa! Kurwa Styles, pieprz mnie mocniej.
Na te ostatnie słowa stałem się tak cholernie brutalny co dawało nam sto procent przyjemności. Kilka porządnych pchnięć i doszedłem w niej. Spuściłem się w środku.
- Jeszcze.
- Kochanie, naprawdę?
- Tak.
Szczerze? Ona tak na mnie działała że mogłem się z nią kochać co chwilę. Wszedłem w nią ponownie ostro i szybko. Jęczała jak szalona co dawało mi jeszcze więcej spełnienia.
Żeby dać jej jeszcze więcej przyjemności. Ssałem jej sutki a rękami ściskałem jej perfekcyjne piersi. Czułem że ona zaraz dojdzie. Dałem jej jeszcze kilka pchnięć a jej głowa opadła bez sił na fotel. Po chwili ciszy usłyszałem z jej ust coś co przyprawiło mnie o cudowne dreszcze.
- Najlepszy seks w moim życiu. Jesteś po prostu w tym najlepszy.
- Mówisz?
- Tak. Czuję że nie będę mogła chodzić ale mniejsza z tym.
- Grr, okay, ubieraj się i wychodzimy. Pójdziemy pokąpać się w jeziorze.
- Okay, super.
*kilka minut później*
(Rose)
Ten domek jest po prostu cudowny. Ciemnego koloru panele w salonie białe meble i duży plazmowy telewizor. Kuchnia jest przepiękna szare ściany i czerwone meble. W 'naszym' pokoju jest wielkie łóżko na którym spokojnie zmieściły by się cztery osoby. Ogólnie wszystko jest bardzo ładnie urządzone. Odłożyliśmy nasze walizki w salonie. Ze swojej wyciągnęłam strój, koc i ręczniki dla mnie i dla Hazzy, oraz wygodniejsze dresowe szorty z nike. Ściągnęłam z siebie ubrania i zamiast bielizny ubrałam strój a na to resztę ubrań.
- Mmm, jakie ja mam tutaj fajne widoczki.
- Głupek.
- Twój.
- Wiem.
Spakowałam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy, na nos założyłam swoje pilotki i wyszliśmy z domu. Harry zamykał drzwi a ja ruszyłam już w kierunku jeziora które było dosłownie obok naszego domku. Na piasku rozłożyłam koc, położyłam na nim torebkę i ręczniki. Zdjęłam z siebie ciuchy zostając już tylko w bikini. Usiadłam na kocu wyciągając z torby olejek i zaczęłam się smarować. Po chwili podszedł do mnie jakiś wysoki blondyn o niebieskich oczach. Nie powiem przystojny był.
- Cześć. Może pomogę.
- Nie nie trzeba.
- Hmm, okay. A co taka ślicznotka robi sama na plaży, może się przyłącze dla towarzystwa.
- Wiesz... - niestety nie dane mi było dokończyć.
- Nie sama leszczu. Jak Ci się zaraz dołączę to będziesz szukał zębów w tym piachu.
Nawet nie zauważyłam kiedy Hazz przyszedł. Szczerze? Bardzo rozbawiła mnie jego reakcja. To słodkie że jest zazdrosny bo wiem że mu na mnie zależy, choć, wzoruje się to również tym, że mi nie ufa, wydaje mu się, że mogłabym go zdradzić. Ale ten chłopak nie jest mu nic winien. Nie wiedział że jestem sama więc zaproponował towarzystwo. I tak bym odmówiła więc nie wiem po jaką cholerę on się spina.
- Dobra koleś, spokojnie. Nie wiedziałem że to Twoja panienka, myślałem że jest tu sama. - z tego co zauważyłam był strasznie zakłopotany i przestraszony.
- Grzeczniej proszę, nie przypominaj sobie żebyśmy byli na Ty. A teraz spieprzaj stąd skoro już wiesz że nie jest sama. Już! - Nieznajomy przewrócił oczami, machnął ręką po czym odszedł na swoje miejsce gdzieś daleko od nas.
- Harry, pogrzało Cię!
- Dobierał się do Ciebie!
- Nie dobierał, po prostu myślał że jestem sama i chciał mi dotrzymać towarzystwa. Przecież to nic złego. Z resztą on miał z szesnaście lub siedemnaście lat nie gustuję w dzieciach.
- No to grubo ma że nie zna dziewczyny a chce dotrzymać towarzystwa. Kurwa mać, ale mi zadziałał na nerwy.
Nie miałam ochoty już tego dalej wysłuchiwać, wstałam, po czym ruszyłam w kierunku wody. Zamoczyłam stopy, lekko pisnęłam, ponieważ woda była dość zimna. Moja skóra była bardzo rozgrzana i już czerwona, ponieważ szybko się opalam, ale nie zdążyłam posmarować się olejkiem. Powoli woda zakrywała już moje nogi. Kucnęłam, aby cała przyzwyczaić się do wody. Gdy temperatura wody, kompletnie mi nie przeszkadzała, położyłam się na plecach i zamknęłam oczy. W głowie, przelatywało mi pełno myśli. Czy Harry, naprawdę mi nie ufa? Dlaczego tak zareagował? Gdyby mi ufał, wiedziałby, że nigdy w życiu, nie zdradziłabym go. Nie rozumiem.
- Rose.
- Tak?
- Dlaczego tak zareagowałaś?
- Bo mi nie ufasz.
- Jak to ci nie ufam? Ufam Ci najbardziej na świecie.
- Serio? Nie widać. Gdybyś mi ufał, nie byłbyś zazdrosny.
- Jestem zazdrosny, bo jesteś tak cudowna że, każdy facet, na Ciebie leci.
- Ale ja jestem z Tobą, z nikim innym. A wszyscy inni, mnie nie interesują.
- Zrozum, taki jestem, zawsze będę o Ciebie zazdrosny.
- Eh. W sumie, związek do czegoś zobowiązuje.
- Kocham Cię.
- To już wiem.
Złapał mnie za biodra, podniósł ku górze, ja oplotłam jego biodra nogami, zaczęłam go namiętnie całować, masując mu jednocześnie kark.
Gdy postawił mnie z powrotem popchnęłam go aby wpadł do wody. Jego mina bezcenna. Gdy to zrobiłam zaczęłam uciekać. Strasznie się śmiałam co jeszcze bardziej utrudniało mi ucieczkę. Nie ukrywajmy, bieganie w wodzie, do łatwych nie należy. Gdy byłam już na brzegu szybko wbiegłam na koc i owinęłam się ręcznikiem. Wytarłam się i zaczęłam wylegiwać się na słońcu. Zauważyłam też że zaczerwienienia na mojej skórze zmieniły się w opaleniznę. Postanowiłam że żeby uniknąć opalenia się na buraka posmaruję się kremem. Po skończeniu czynności położyłam się ponownie na kocu.
10 minut później
Temperatura była dość wysoka, więc moje ciało zdążyło się bardzo nagrzać. Nagle poczułam strasznie zimne krople na moim brzuchu. Zareagowałam bardzo gwałtownie przechodząc do pozycji siedzącej. Zauważyłam że to Hazz.
- No to teraz zemsta.
Przejechał swoją mokrą ręką po moich ramionach na co się wzdrygnęłam. Nagle zza pleców wyciągnął jakieś wiaderko.
- Harry nie.
- Tak kochanie.
- Proszę Cię.
- Było mnie nie pchnąć.
- Proszę nie oblewaj mnie tym wiaderkiem.
- Aaa, mam Cię nie oblewać wiaderkiem. - powiedział ze szczególnym naciskiem na ' oblewać wiaderkiem '
Schylił się do mnie i wziął mnie na ręce biegnąc ku wodzie. Piszczałam jak głupia ponieważ moje gorące ciało stykało się z jego zimnym. Co ja gadam on chce mnie wrzucic do wody a ja sie przejmuję tym że stykamy się ciałami.
- Harry proszę Cię.
- Nic nie wskórasz.
- Kochanie.
- Eh, okay.
Postawił mnie na nogi lecz po tym ochlapał ale w sumie lepsze to niż jakby mnie wrzucił. Ja też zaczęłam go chlapać. Postanowiliśmy że wrócimy do domku. Gdy byliśmy już w środku, ubrałam na siebie spodnie od dresu i jakąś bluzę, bo zrobiło się zimno. Mieliśmy iść zamiar na spacer przy zachodzie słońca.
kilka minut później
Spacerowaliśmy brzegiem jeziora. Zachód był przepiękny. Jak zwykle Harry wyglądał w tym świetle seksownie. Z resztą on zawsze wygląda seksownie. Splotłam razem nasze dłonie.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
Owinęłam jego kark rękami i namiętnie całowałam. To było coś pięknego, pocałunek przy zachodzie słońca. Tak bardzo go kocham. Jest dla mnie najważniejszy.
SPĘDZILIŚMY CUDOWNY TYDZIEŃ NAD JEZIOREM. ALE WSZYSTKO CO DOBRE ZAWSZE SIĘ KOŃCZY WIĘC PRZYSZEDŁ CZAS NA POWRÓT DO LONDYNU.