sobota, 29 listopada 2014

IV - Przestań bo zaraz zerżnę Cię tutaj.

NASTĘPNEGO DNIA

Przekręciłam się na drugi bok ponieważ ktoś a raczej nie ktoś bo doskonale wiem kto, bawił się moimi włosami przy okazji łaskocząc mnie po karku. Otworzyłam oczy znów widząc mój ideał.
- Dzień dobry kochanie. - powiedział i złączył nam usta w długim pocałunku.
- Chcę się tak budzić codziennie.
- Wziąłem wolne dziś i jutro. Odpłacę Ci się za wczoraj plus dodatkowy dzień w ramach przeprosin. Pasuje? 
- Pasuje, jak najbardziej. 
- Dobra wstajemy, wstajemy. 
- Nieee. 
- Taaak. 
- Proszę Cię, Harry. Jeszcze piętnaście minut.
- Umm, no dobra ja idę zrobić śniadanie. 
- Dziękuje. A tak ogólnie Harry to ja też pojutrze wracam do pracy więc dobrze że jutro też sobie odpuściłeś. 
- Świetnie. Pojedziemy gdzieś na 2 dni. 
- Żartujesz sobie. 
- Nie żartuję, mówię zupełnie serio. 
- Ale gdzie mielibyśmy pojechać?
- Coś się wymyśli. Nawet pod namioty.
- Nie, tylko nie to! Nie znoszę spać pod namiotami.
- Eh, to coś innego wymyślimy. Zbieraj się a ja idę do kuchni.
- Mój książę. Buzi dla księżniczki. 
Zbliżył się do mnie i zaczął całować na co ja popchnęłam jego ramię aby leżał po czym usiadłam na nim nie rozłączając nam ust. 
- Wstałam, haha. 
- Grr. 
Przegryzłam wargę wstając, ruszyłam w stronę szafy wyciągając z niej szarą koszulkę Hazzy z napisem " LOVER" na kieszonce a do tego zwykłe czarne legginsy. 
- To moja koszulka.
- Spostrzegawczy jesteś.
- A może ja ją chciałem ubrać, hm? - zaśmiał się.
- No cóż, ja byłam pierwsza. Idź robić to śniadanie.
Podeszłam jeszcze do niego na chwilę muskając lekko usta i zwinnym, kobiecym krokiem oddaliłam się od niego idąc w stronę łazienki aby wziąć prysznic. Wychodząc spojrzałam jeszcze przez ramię jak zareagował i z tego co spostrzegłam ślinił się jak niemowlę.

PÓŁ GODZ. PÓŹNIEJ 
- Pojedziemy nad jezioro do domu letniskowego, jest piękna pogoda, ciepło i z chęcią rzuciłbym się do wody. A za tydzień lub dwa polecimy do Włoch lub do Hiszpanii. 
- Hm, super pomysł! Do Hiszpanii, to zawsze było moje marzenie. Ale i tak zwariowałeś bo tyle pieniędzy wydasz na to.. a z resztą ja się dołożę. 
- Nie ma mowy. Ja jestem w tym związku facetem. 
- Haha, wiesz co?
- Nie wiem. 
- Kocham Cię. 
- A no to wiem. - Zbliżył się do mnie i pocałować, jego usta zawsze tak cudowne smakują. 
- Mmm, świetnie smakujesz.
- To samo mogę powiedzieć o Tobie. Jak zjesz to idź się spakować. 
- Pojedziemy po jutrze, bo muszę zrobić jakieś sesje, pójdę dziś na 2 godzinki do studia a jutro na 5/6 godzin i będziemy mogli jechać w środę, dobrze?
- No to w takim razie, ja pojadę do studia, na 2 godziny. 

DWA DNI PÓŹNIEJ 
Postanowiliśmy że pojedziemy na tydzień, oboje mieliśmy możliwość wziąć na tyle czasu wolne więc czemu by nie? Właśnie pakowałam ostatnie rzeczy do torebki gdy Harry wparował do pokoju by wziąć walizki do auta. Byłam jeszcze nie ogarnięta ale nie miałam zamiaru nie wiadomo jak się malować ponieważ jadę odpocząć i nikt kogo znam nie będzie musiał mi się szczególnie przyglądać. Weszłam jeszcze do łazienki by zrobić coś z włosami których każdy kosmyk był ułożony w inną stronę. Postawiłam na zwykłego, luźnego koka na czubku głowy. Podeszłam do szafy ubierając na siebie jaskrawo różową bokserkę, na tyłek wsunęłam ciemno jeansowe szorty, na stopy wsunęłam moje krótkie białe conversy i mogłam już wychodzić. Złapałam jeszcze tylko torebkę i zeszłam na dół. Przechodząc przez kuchnie chwyciłam piękne, czerwone jabłko i dołączyłam do Loczka. Pocałowałam mojego chłopaka który już otwierał mi drzwi od auta i wsadziłam swój tyłek na skórzane siedzenie. Ze schowka wyciągnęłam swoje pilotki zakładając je na nos. Spojrzałam na Hazzę który wyglądał bardzo seksownie za kierownicą. Przegryzłam wargę i wlepiłam swój wzrok w wyświetlacz mojego iPhona, ktoś próbował się do mnie dobić ale byłam zbyt wgapiona w Styles'a. To Vicky. 
- Cześć, przepraszam że nie odebrałam, ale mam wyciszony telefon.
- Haha, okay nie tłumacz się. Jak tam dojechaliście?
- Nie, jeszcze nie, zapytam Hazzę za ile będziemy. 

- Kochanie, za ile będziemy, na miejscu.
- Jakieś dwie godzinki może półtorej. 
- Okay.

- Za dwie godziny lub półtorej. 
- Aaa, to nie dużo. Dobra to ja wam nie przeszkadzam, cieszcie się tylko sobą. Jak dojedziecie na miejsce to napisz lub zadzwoń bo będę się martwiła. 
- Haha, okay. Buźka, pa. 

- Kto to? 
- Vicky.
- Byłaś tak we mnie zapatrzona że nie usłyszałaś telefonu?
- Chciałbyś. 
- Nie muszę chcieć. Ja wszystko widzę skarbie, nawet jeśli nie patrzę akurat na Ciebie. 
- Aaa, to ciekawych się rzeczy dowiaduję. 
- Taki już jestem, bardzo ciekawy.
- Nie wmawiaj sobie słoneczko. 
- Haha.
- Okay, ja chcę spać, obudź mnie jak dojedziemy na miejsce. 

*2 godziny później* 
(Harry)

- Kochanie wstawaj już jesteśmy. 
- Co? Jeszcze chwilę.
- Nie, nie, nie. Wstawaj.
- Harry.
- Hmm?
- Tyłek mnie boli. Bardzo.
- No i co ja mam teraz zrobić.
- Pomasuj. 
- Chodź na kolana. 

Jak powiedziałem tak zrobiła. Siadła na mnie okrakiem a ja złapałem w dłonie jej idealne pośladki. Ścisnąłem dosyć mocno i pociągnąłem ku górze po czym zataczałem kółka na co syknęła. Czułem jak w moich spodniach powstaje erekcja. Ona doskonale o tym wiedziała i wiem że chce się ze mną podroczyć. Zaczęła ruszać się w tył i w przód ocierając się o mojego penisa. Owinęła ręce wokół mojego karku i wbiła się mocno na mnie jakby chciała się pieprzyć przez spodnie. Oj Mind, Mind. Ale przyznam była w tym doskonała ponieważ mój przyjaciel stał już na baczność a ja miałem taką ochotę że to jest kosmos.
- Przestań bo zaraz zerżnę Cię tutaj. 
- Kusząca propozycja. Szyby są przecież przyciemniane. 
Wsunęła się przez odstęp między miejscem kierowcy a pasażera na tylne siedzenie i zawołała mnie do siebie. Zrobiłem to samo co ona i po chwili byłem przy niej. Przejechałem palcem po jej ustach po czym zacząłem ją zachłannie całować. Szybko pozbyłem się jej bluzki a ta w tym czasie rozpinała moje spodnie. Na chwilę rozłączyłem nasze usta aby móc pozbyć się tych spodni na dobre. Gdy leżały już gdzieś na siedzeniu wróciłem do jej ust. Zabrała się za moją koszulkę a ja za jej szorty. Zsunąłem je z jej zgrabnego tyłka. Została już tylko w bieliźnie a ja w bokserkach. Zgrabnie odpiąłem jej stanik i rzuciłem za siebie. Chyba wylądował z bagażniku. Pozbyłem się później też jej majtek a ona moich bokserek. Gdy była już naga wyciągnąłem z kieszeni spodni które leżały na ziemi paczkę prezerwatyw. Wyciągnąłem jedną i wsunąłem na kutasa. Gdy to zrobiłem nie czekałam ani chwili i gwałtownie wszedłem w nią całą długością. Przez to że zrobiłem to tak szybko i wcale się tego nie spodziewała pisnęła głośno ale zamknąłem jej usta pocałunkiem. Poruszałem się w niej szybko po czym zwalniałem lekko tempo by za chwilę wracać do szybkiego. Zostawiłem kilka malinek na jej ciele. Czułem że jesteśmy już oboje blisko. Robiłem to jeszcze szybciej a ona jęczała jeszcze głośniej. Jestem pewien że widać jak auto się rusza, i to ostro. 
- Ha.. Ha.. Harry! Oh! Aaa! Kurwa Styles, pieprz mnie mocniej. 
Na te ostatnie słowa stałem się tak cholernie brutalny co dawało nam sto procent przyjemności. Kilka porządnych pchnięć i doszedłem w niej. Spuściłem się w środku. 
- Jeszcze. 
- Kochanie, naprawdę? 
- Tak. 
Szczerze? Ona tak na mnie działała że mogłem się z nią kochać co chwilę. Wszedłem w nią ponownie ostro i szybko. Jęczała jak szalona co dawało mi jeszcze więcej spełnienia. 
Żeby dać jej jeszcze więcej przyjemności. Ssałem jej sutki a rękami ściskałem jej perfekcyjne piersi. Czułem że ona zaraz dojdzie. Dałem jej jeszcze kilka pchnięć a jej głowa opadła bez sił na fotel. Po chwili ciszy usłyszałem z jej ust coś co przyprawiło mnie o cudowne dreszcze.
- Najlepszy seks w moim życiu. Jesteś po prostu w tym najlepszy. 
- Mówisz?
- Tak. Czuję że nie będę mogła chodzić ale mniejsza z tym. 
- Grr, okay, ubieraj się i wychodzimy. Pójdziemy pokąpać się w jeziorze. 
- Okay, super.

*kilka minut później*
(Rose)

Ten domek jest po prostu cudowny. Ciemnego koloru panele w salonie białe meble i duży plazmowy telewizor. Kuchnia jest przepiękna szare ściany i czerwone meble. W 'naszym' pokoju jest wielkie łóżko na którym spokojnie zmieściły by się cztery osoby. Ogólnie wszystko jest bardzo ładnie urządzone. Odłożyliśmy nasze walizki w salonie. Ze swojej wyciągnęłam strój, koc i ręczniki dla mnie i dla Hazzy, oraz wygodniejsze dresowe szorty z nike. Ściągnęłam z siebie ubrania i zamiast bielizny ubrałam strój a na to resztę ubrań.
- Mmm, jakie ja mam tutaj fajne widoczki. 
- Głupek. 
- Twój.
- Wiem. 
Spakowałam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy, na nos założyłam swoje pilotki i wyszliśmy z domu. Harry zamykał drzwi a ja ruszyłam już w kierunku jeziora które było dosłownie obok naszego domku. Na piasku rozłożyłam koc, położyłam na nim torebkę i ręczniki. Zdjęłam z siebie ciuchy zostając już tylko w bikini. Usiadłam na kocu wyciągając z torby olejek i zaczęłam się smarować. Po chwili podszedł do mnie jakiś wysoki blondyn o niebieskich oczach. Nie powiem przystojny był. 
- Cześć. Może pomogę. 
- Nie nie trzeba. 
- Hmm, okay. A co taka ślicznotka robi sama na plaży, może się przyłącze dla towarzystwa.
- Wiesz... - niestety nie dane mi było dokończyć.
- Nie sama leszczu. Jak Ci się zaraz dołączę to będziesz szukał zębów w tym piachu. 
Nawet nie zauważyłam kiedy Hazz przyszedł. Szczerze? Bardzo rozbawiła mnie jego reakcja. To słodkie że jest zazdrosny bo wiem że mu na mnie zależy, choć, wzoruje się to również tym, że mi nie ufa, wydaje mu się, że mogłabym go zdradzić. Ale ten chłopak nie jest mu nic winien. Nie wiedział że jestem sama więc zaproponował towarzystwo. I tak bym odmówiła więc nie wiem po jaką cholerę on się spina. 
- Dobra koleś, spokojnie. Nie wiedziałem że to Twoja panienka, myślałem że jest tu sama. - z tego co zauważyłam był strasznie zakłopotany i przestraszony.
- Grzeczniej proszę, nie przypominaj sobie żebyśmy byli na Ty. A teraz spieprzaj stąd skoro już wiesz że nie jest sama. Już! - Nieznajomy przewrócił oczami, machnął ręką po czym odszedł na swoje miejsce gdzieś daleko od nas.
- Harry, pogrzało Cię! 
- Dobierał się do Ciebie! 
- Nie dobierał, po prostu myślał że jestem sama i chciał mi dotrzymać towarzystwa. Przecież to nic złego. Z resztą on miał z szesnaście lub siedemnaście lat nie gustuję w dzieciach. 
- No to grubo ma że nie zna dziewczyny a chce dotrzymać towarzystwa. Kurwa mać, ale mi zadziałał na nerwy. 
Nie miałam ochoty już tego dalej wysłuchiwać, wstałam, po czym ruszyłam w kierunku wody. Zamoczyłam stopy, lekko pisnęłam, ponieważ woda była dość zimna. Moja skóra była bardzo rozgrzana i już czerwona, ponieważ szybko się opalam, ale nie zdążyłam posmarować się olejkiem. Powoli woda zakrywała już moje nogi. Kucnęłam, aby cała przyzwyczaić się do wody. Gdy temperatura wody, kompletnie mi nie przeszkadzała, położyłam się na plecach i zamknęłam oczy. W głowie, przelatywało mi pełno myśli. Czy Harry, naprawdę mi nie ufa? Dlaczego tak zareagował? Gdyby mi ufał, wiedziałby, że nigdy w życiu, nie zdradziłabym go. Nie rozumiem. 
- Rose. 
- Tak? 
- Dlaczego tak zareagowałaś?
- Bo mi nie ufasz. 
- Jak to ci nie ufam? Ufam Ci najbardziej na świecie. 
- Serio? Nie widać. Gdybyś mi ufał, nie byłbyś zazdrosny. 
- Jestem zazdrosny, bo jesteś tak cudowna że, każdy facet, na Ciebie leci. 
- Ale ja jestem z Tobą, z nikim innym. A wszyscy inni, mnie nie interesują.
- Zrozum, taki jestem, zawsze będę o Ciebie zazdrosny. 
- Eh. W sumie, związek do czegoś zobowiązuje.
- Kocham Cię.
- To już wiem. 
Złapał mnie za biodra, podniósł ku górze, ja oplotłam jego biodra nogami, zaczęłam go namiętnie całować, masując mu jednocześnie kark. 
Gdy postawił mnie z powrotem popchnęłam go aby wpadł do wody. Jego mina bezcenna. Gdy to zrobiłam zaczęłam uciekać. Strasznie się śmiałam co jeszcze bardziej utrudniało mi ucieczkę. Nie ukrywajmy, bieganie w wodzie, do łatwych nie należy. Gdy byłam już na brzegu szybko wbiegłam na koc i owinęłam się ręcznikiem. Wytarłam się i zaczęłam wylegiwać się na słońcu. Zauważyłam też że zaczerwienienia na mojej skórze zmieniły się w opaleniznę. Postanowiłam że żeby uniknąć opalenia się na buraka posmaruję się kremem. Po skończeniu czynności położyłam się ponownie na kocu. 

10 minut później
Temperatura była dość wysoka, więc moje ciało zdążyło się bardzo nagrzać. Nagle poczułam strasznie zimne krople na moim brzuchu. Zareagowałam bardzo gwałtownie przechodząc do pozycji siedzącej. Zauważyłam że to Hazz. 
- No to teraz zemsta. 
Przejechał swoją mokrą ręką po moich ramionach na co się wzdrygnęłam. Nagle zza pleców wyciągnął jakieś wiaderko. 
- Harry nie. 
- Tak kochanie.
- Proszę Cię.
- Było mnie nie pchnąć.
- Proszę nie oblewaj mnie tym wiaderkiem.
- Aaa, mam Cię nie oblewać wiaderkiem. - powiedział ze szczególnym naciskiem na ' oblewać wiaderkiem '
Schylił się do mnie i wziął mnie na ręce biegnąc ku wodzie. Piszczałam jak głupia ponieważ moje gorące ciało stykało się z jego zimnym. Co ja gadam on chce mnie wrzucic do wody a ja sie przejmuję tym że stykamy się ciałami. 
- Harry proszę Cię. 
- Nic nie wskórasz.
- Kochanie. 
- Eh, okay.
Postawił mnie na nogi lecz po tym ochlapał ale w sumie lepsze to niż jakby mnie wrzucił. Ja też zaczęłam go chlapać. Postanowiliśmy że wrócimy do domku. Gdy byliśmy już w środku, ubrałam na siebie spodnie od dresu i jakąś bluzę, bo zrobiło się zimno. Mieliśmy iść zamiar na spacer przy zachodzie słońca. 

kilka minut później
Spacerowaliśmy brzegiem jeziora. Zachód był przepiękny. Jak zwykle Harry wyglądał w tym świetle seksownie. Z resztą on zawsze wygląda seksownie. Splotłam razem nasze dłonie. 
- Kocham Cię. 
- Ja Ciebie też. 
Owinęłam jego kark rękami i namiętnie całowałam. To było coś pięknego, pocałunek przy zachodzie słońca. Tak bardzo go kocham. Jest dla mnie najważniejszy. 

SPĘDZILIŚMY CUDOWNY TYDZIEŃ NAD JEZIOREM. ALE WSZYSTKO CO DOBRE ZAWSZE SIĘ KOŃCZY WIĘC PRZYSZEDŁ CZAS NA POWRÓT DO LONDYNU.


MAM NADZIEJĘ ŻE ROZDZIAŁ WAM SIĘ SPODOBAŁ. PRZEPRASZAM ŻE KRÓTKI, ALE OBIECUJĘ, ŻE NASTĘPNY BĘDZIE DŁUŻSZY. JEŻELI CI SIĘ PODOBAŁ TO ZOSTAW PO SOBIE KOMENTARZ PONIEWAŻ TO BARDZO MOTYWUJE DO DALSZEJ PRACY. NEXT POWINIEN POJAWIĆ SIĘ ZA 3/4 DNI. BUZIAKI, AUTORKA. xx 

środa, 26 listopada 2014

Rozdział 3 - Tak cholernie za Tobą tęskniłam.

UWAGA! ROZDZIAŁ ZAWIERA SCENĘ +18, CZYTACIE NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Ogólnie to nie jestem najlepsza w pisaniu takich scen ale coś tam się pojawiło poniekąd. 

Po kilku minutach dostałam odpowiedź od Hazzy. 


' Eh, no trudno. Mam nadzieję że nie zapracujesz się na śmierć i jeszcze się spotkamy. BUZIAKI. H. xxx :* ' 


Dlaczego tak bardzo boli mnie to że skłamałam oraz to że przez tak długi czas nie będę go widzieć. Dlaczego jak o nim myślę mam motylki w brzuchu? Czy ja się naprawdę zakochałam? ... 

KILKA DNI PÓŹNIEJ

Nie widziałam się z Harry'm i chłopakami od trzech dni. Od ostatniego sms'a nie pisałam też z loczkiem. Kurwa mać, wiem że wyrażam się brzydko ale tak strasznie za nim tęsknie. Chciałabym żeby mnie przytulił, ooo, jeszcze lepiej, chcę znowu spijać smak z jego ust. Mogę teraz powiedzieć że chyba się zakochałam. Siedzę teraz w studiu zaraz mam sesję a kompletnie nie mogę się na niczym skupić tylko nad nim. Chcę go zobaczyć, czy jest w tym coś złego? 

~*~

Po skończonej pracy przebrałam się w moje wcześniejsze ciuchy i zmierzałam ku wyjściu. Gdy opuściłam mury budynku widok który zastałam kompletnie mnie zszokował. Tam stał Harry. Odwrócony do mnie plecami, może jeszcze mnie nie zauważył. Po chwili odwrócił się i poprawił włosy po czym zwrócił wzrok w moją stronę. Patrzyłam mu w oczy a po moim policzku spłynęło kilka łez które jak najszybciej wytarłam. Podeszłam do chłopaka i bez zastanowienia wpiłam się w jego usta. Wplotłam palce po między jego loki odchylając lekko jego głowę do tyłu, rozłączając nasze usta przez co mogłam wtulić się w jego rozgrzany tors.
- Tak cholernie za Tobą tęskniłam. Harry, jedźmy gdzieś muszę Ci coś powiedzieć, ale tak żebyśmy byli sami.
- Dobrze, chodź. Masz kwiaty. 
- Dziękuję. - dałam mu buziaka w policzek.
Gdy odebrałam od niego bukiet zaprowadził mnie do auta a zachowując się jak dżentelmen otworzył mi drzwi. Uśmiechnęłam się lekko usadzając swój tyłek na skórzanym siedzeniu. Gdy on wszedł do auta musnęłam jego policzek swoją dłonią na co ten przegryzł wargę. 
- Jedziemy? 
- Jedziemy. 

~*~

Zawiózł nas do hotelu. Zmierzaliśmy do pokoju numer 169, gdy recepcjonistka podała nam klucz z tym numerkiem ten ucieszył się jak małe dziecko. Gdy weszliśmy do środka owinęłam rękami jego kark a nogi przeplotłam na jego biodrach, pocałowałam go namiętnie lecz po tym ruchu mimowolnie rozbeczałam się jak pięcioletnia dziewczynka. 
- Wiesz, teraz mogę Ci już to powiedzieć... Koch.. - nie dał mi dokończyć. 
Wpił się w moje usta namiętnie całując. Zarzuciłam swoje ręce na jego kark masując go. Oberwałam go od siebie patrząc mu długo w oczy.. BEZ SŁOWA 
- Wiesz, nigdy nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia. 
- A ja nigdy nie wierzyłam że można kogoś tak strasznie pokochać po kilku dniach. 
- Kochasz mnie?
- Najmocniej. Nie mogłam znieść tego że tak długo Cię nie widziałam, nie mogłam się do Ciebie przytulić i porozmawiać. Gdyby mi ktoś rok temu powiedział że zakocham się i będę z Harry'm Styles'em z tego sławnego zespołu One Direction. Wyśmiałabym go. 
- Czekaj.. czekaj... Będę z Harry'm Styles'em, czyli jesteśmy razem.
- Emm, nie wie, nie wiem. Nie usłyszałam żadnego pytania czy czegokolwiek. 
- Chcesz być ze mną? Z tym Harry'm Styles'em?
- Chcę być z tym debilem. 
- Kocham Cię. 
- Ja Ciebie też.


KILKA TYGODNI PÓŹNIEJ 

- Hej kochanie, co robisz? 

- Piszę piosenkę. 
- Ooo, pokaż. 
- Nie, nie, nie, nie teraz, pokażę gdy będzie gotowa.
- No kotku. 
- Nie.
- No to powiedz chociaż o czym jest. 
- O Tobie o NAS. 
- Naprawdę?
- Naprawdę. - spojrzał mi w oczy po czym ponownie wrócił do swoich karteczek.
- Ehh, idę sie spotkać z Vicky, nie wiem kiedy wrócę. 
- Dobrze, misiu. - Powiedział bez większego zainteresowania. Dzięki Styles. 
- A buziak na pożegnanie? - Zrobiłam smutną minkę po czym mój chłopak chwycił mnie za policzki pochłaniając nas w cudownym pocałunku. Oderwał nas od siebie, oblizał usta i wrócił do pracy. 
Pobiegłam szybko na górę aby się przegrać. A tak ogólnie zapomniałam wspomnieć że mieszkam z Hazzą. Miałam zamieszkać z Vicky ale plany się zmieniły, moja przyjaciółka zamieszkała ze swoim chłopakiem czyli Niall'em a ja ze swoim, dziwny zbieg okoliczności prawda?

~*~

Wychodząc z domu wysłałam jeszcze sms'a Vic, że zaraz u niej będę. Włożyłam mojego iPhone'a do kieszeni spodenek i wyszłam. Postanowiłam że pójdę pieszo, trochę ruchu nikomu nie zaszkodzi. Lato tego roku jest po prostu cudowne. Jest o wiele więcej kwiatów niż za zwyczaj a ponad to niedaleko naszego domu postawili śliczną fontannę, lubimy sobie tam przychodzić z Hazzą i zapominać o wszystkim co się dzieję wokół nas. Wtedy mamy siebie i tylko siebie. Idąc parkiem zahaczyłam jeszcze o starbucks zamawiając kawę dla mnie i dla Smith. Gdy byłam już pod mieszkaniem przyjaciółki zadzwoniłam dzwonkiem lecz po kilku minutowym czekaniu nikt nie raczył ruszyć tyłeczka i otworzyć. Próbowałam jeszcze raz ale na nic. Wyciągnęłam jeszcze raz swój telefon by zobaczyć czy odpisała lecz naglę usłyszałam jej głos. 
- Jejku, Rose, przepraszam, byłam na mieście a gdy napisałaś sms'a kasjerka kasowała moje zakupy więc nie bardzo miałam możliwości aby być tu szybko. - ciągnęła z zasapanym głosem, szczerze? bawił mnie ten ton. Zawsze narzeka gdy mi coś wypadnie, no to widzisz kochaniutka nawet najlepszym się zdarza. 
- No dobra, spokojnie, bo płuca Ci wyskoczą. - Zachichotałam cicho mając pewność że mnie nie usłyszy. Niestety, to nie wyszło. 
- Bardzo śmieszne a jak Tobie coś wypada i się czepiam to się denerwujesz. 
- No już, jest okay. 
- Dobra chodź nie będziemy tak stały przed drzwiami. 
Blondynka podała mi torby z zakupami a z małej skórzanej torebki wyciągnęła komplet kluczy. Przekręciła zamek roztworzyła drzwi a ode mnie zabrała jedną reklamówkę po czym weszłyśmy. 

~*~
- A tak ogólnie, to co Cię sprowadza? 
- Ty mówisz serio? Przyszłam po prostu do przyjaciółki, czy musi być jakiś powód.
- Niby nie, ale z tego co wiem to chłopaki mają dzisiaj wolne. 
- To gdzie Niall? 
- Wyszedł gdzieś z Zayn'em.
- Harry siedzi w domu i ślęczy nad jakimiś karteczkami twierdząc że pisze piosenkę, o mnie i o nim. 
- Uuu, słodko. 
- Niby tak ale wolałabym żeby ten dzień wolny spędził ze mną no bo w końcu skoro ma wolne to dlaczego pisze piosenki. Może mu się znudziłam. 
- Przestań takie głupoty gadać. Może wpadło mu coś do głowy i nie chcąc zapomnieć przelał to na papier, Horan też tak czasami ma jak go natchnie to od razu leci do kartek i pisze. 
- Może i masz rację. Ale jakoś od kilku dni prawie ze sobą nie rozmawiamy, on cały czas jest w studiu i w ogóle.
- Ale pamiętaj że teraz pracują nad płytą a nie długo jest trasa.
- Co!? Jaka trasa? 
- Ups... Harry Ci nie mówił?
- Nie. Ile jest jeszcze do tej trasy? 
- Prawie miesiąc. To nie jest mało, przecież na pewno Ci powie może miał zamiar nie długo. 
- Ale Tobie Niall, powiedział.
- Niall to Niall a Harry to Harry. Nie denerwuj się na pewno Cię o tym poinformuje. 
- No wiesz tylko że ja już to wiem.
- Ale wiesz o co mi chodzi. 
- Tak wiem, wiem. 
- Spokojnie, nie masz się czym złościć. 
- Okay. 
Uspokoiłam się przez moment aby za chwilę ponownie zacząć o tym myśleć. Nie rozumiem... no ale w sumie prawie miesiąc to ma jeszcze czas ale o takich rzeczach powinien mi mówić o wiele wcześniej. 

~*~
Właśnie wracam do domu i mimo tego że jest już 18, na dworze nie zrobiło się ani trochę ciemniej niż wtedy gdy wychodziłam z domu. Szczerzę mówiąc nie przestałam o tym myśleć ale powoli układam sobie wszystko w głowie i staram się ochłonąć. Dotarłam do domu, zdjęłam buty po czym weszłam do salonu a Hazza nawet nie zerknął, do cholery okradli by nas a on by nie odwrócił głowy co się dzieje. 
- Fajnie że się interesujesz tym że jestem w domu, jak widać nawet tego nie zauważyłeś. Ooo, ty nawet od tych pieprzonych kartek nie odszedłeś. 

OCZAMI HAZZY 
O co jej chodzi, nie zamierzałem się odzywać bo nie miałem potrzeby dyskutować, przecież muszę pracować tak? Po chwili usłyszałem jak wbiega wnerwiona po schodach i zatrzaskuje drzwi któregoś z pomieszczeń. Tak naprawdę kark zaczyna mnie już boleć ale chcę to dziś skończyć, kończyłem już ostatnią zwrotkę. Jakoś da się ją przeprosić, przecież nie odmówi moim oczkom, haha. Wróciłem do roboty na jakieś pół godziny a skończoną piosenkę wrzuciłem do teczki. Posprzątałem cały bałagan i poszedłem do Rose. Słyszałem jak cichy płacz wydostaję się z naszej sypialni więc już wiedziałem gdzie jest. Nacisnąłem pozłacaną klamkę i wszedłem do środka. Siedziała skulona na łóżku. Podszedłem do niej i usiadłem obok. Zero reakcji. Pocałowałem ją w kark na co odpowiedziała tym samym, niczym.
- Rose.
Dalej nie raczyła nic powiedzieć. Zacząłem składać pocałunki na każdym okrytym skrawku jej ciała a ta nawet nie drgnęła.
- Proszę Cię.
- Zobacz jak to jest gdy ma się Cie w dupie. Miło? 
- Rose ale ja musiałem to skończyć.
- Musiałeś? Czy tak Ci się chciało. Miałeś dziś do cholery wolne i zamiast spędzić ten czas zemną wolałeś zająć się pracą skoro miałeś odpocząć. Jutro znowu będziesz zapieprzał do studia a ja znowu obudzę się w pustym łóżku i będę zasypiać w pustym. Nawet nie raczyłeś ruszyć dupska z krzesła gdy wróciłam wyszłam z domu o 12 a wróciłam o 18 chciałam się do Ciebie przytulić ale kurwa nie no bo ty ślęczysz dalej w tym gównie. Nawet nie raczyłeś powiedzieć mi że macie trasę. Najlepiej było by powiedzieć tydzień przed wyjazdem albo dzień przed. Nic Cię nie obchodzi, tak o mnie zabiegałeś a teraz masz mnie gdzieś. - krzyczała przez łzy.
- Rose, nie jest tak...
- Nie? Prawda w oczy kole. 
- Chciałem Ci powiedzieć w tym tygodniu ale nie było okazji. Wiem że miałem wolne ale coś mnie natchnęło i nie mogłem przestać pisać. Przepraszam. 
- Nie było okazji? Miałeś cały dzisiejszy dzień. Gdyby nie Vicky do tej pory bym nie wiedziała. Pamiętasz co powiedziałeś? Że nigdy nie pozwolisz mi płakać. Jak widać nie dotrzymujesz obietnic. 
- Ja.. ja.. nie wiem co powiedzieć. Przepraszam, nie chciałem żeby tak to wyglądało. Cholernie mi na Tobie zależy. Jeżeli chcesz wezmę jutro dzień wolnego.
- Tak, i znowu będziesz cały dzień coś pisał. Nie będzie różnicy jeżeli nie pójdziesz. Ja i tak będę sama a Ty i tak będziesz pracował więc..
- Skończyłem piosenkę.
- Wow, no powiem Ci że cudowna wiadomość. A teraz zostaw mnie samą. 
- Rose..
- Wyjdź. 
- Daj mi coś powiedzieć.
- Powiedziałam coś.

Rose

Szczerze mówiąc chcę się do niego przytulić i mu wybaczyć ale nie daje rady. Muszę ochłonąć. Postanowiłam że nie mam o co płakać i staram się nie uronić ani jednej łzy ale to ciężkie. Zeszłam z łóżka wyciągnęłam z szafy jakąś rozciągniętą czarną koszulkę i niebieskie szorty. Powędrowałam do łazienki zamykając drzwi na klucz. Zdjęłam z siebie ubrania i weszłam do kabiny. Odkręciłam korek z ciepłą wodą. Przyjemne dreszcze które pojawiły się na mojej skórze pod wpływem ciepła sprawiały że zapominałam o tym co działo się przed chwilą. 

~*~
( godzina później ) 
Ubrana we wcześniej naszykowane ciuchy zeszłam na dół aby zrobić sobie gorącą czekoladę. Gdy byłam już w kuchni zauważyłam że stoi za mną Harry z kartą w ręku i zaczyna śpiewać. 

I figured it out

I figured it out from black and white
Seconds and hours
Maybe they had to take some time

I know how it goes
I know how it goes from wrong and right
Silence and sound
Did they ever hold each other tight
Like us
Did they ever fight
Like us

You and I
We don't wanna be like them
We can make it till the end
Nothing can come between
You and I
Not even the Gods above can
Separate the two of us
No nothing can come between
You and I
Oh, you and I

I figured it out
Saw the mistakes of up and down
Meet in the middle
There's always room for common ground

I see what it's like
I see what it's like for day and night
Never together
Cause they see things in a different light
Like us
They never tried
Like us

You and I
We don't wanna be like them
We can make it till the end
Nothing can come between
You and I
Not even the Gods above can
Separate the two of us

'Cause You and I
We don't wanna be like them
We can make it till the end
Nothing can come between
You and I
Not even the Gods above can
Separate the two of us
No nothing can come between
You and I
Oh, you and I
Ooooh You and I
We could make it if we try
Oh, you and I
You and I

Gdy to usłyszałam łzy napływały mi do oczu ale nie dałam po sobie tego poznać. Gdy skończył odwróciłam się udając że to nie wzbudziło we mnie żadnych emocji. Nie mogłam tego po prostu udawać, nie dałam rady się przełamać. Odwróciłam się i spojrzałam na zamurowanego Styles'a, zdziwił się chłopczyna. Podeszłam do niego i mocno wtuliłam się w jego tors. Pocałowałam go namiętnie wplatając palce w jego loczki.

Na chwilę oderwał nas od siebie patrząc mi w oczy tak jakby pytając o zgodę. Wiedziałam co chce teraz zrobić, miałam na to ochotę tak samo jak on. Pokręciłam głową na tak a on wrócił do wcześniejszej czynności. Zdjął ze mnie bluzkę i przestał całować mnie w usta bo zajął się szyją i dekoltem. Zostawił malinkę na moim obojczyku po czym wrócił do ust. W między czasie zdjęłam mu koszulkę. Zabrałam się już za rozpinanie guzika jego spodni lecz Harry podniósł mnie i zaniósł do sypialni na łóżko. Sam je z siebie zdjął to samo robiąc z moimi. Zostałam już tylko w bieliźnie. Jednym sprawnym ruchem Hazz odpiął mi stanik zrzucając go na ziemię zaczynając ssać moje sutki po czym dmuchał na podrażnione miejsce co doprowadzało mnie do jeszcze większego pożądania. Szybko zdjęłam swoje majtki a następnie jego bokserki. Moim oczom ukazał się jego przyjaciel, nie ukrywam mały nie był. Nie mówię tu że jakiś nie wiadomo wielki że się aż boję ale... a z resztą. Płynnym ruchem prześlizgnęłam się przez ramię chłopaka tak abym to ja mogła górować. Zaczęłam całować każdy skrawek jego ciała pozostawiając kilka malinek na ciele. Wplotłam palce w jego loki po czym szarpnęłam na co ten lekko syknął. Przerzucił mnie na dół i zajął się moją kobiecością. Przez chwilę swoimi palcami smyrał okolice żeby w pewnym momencie móc wsadzić je we mnie po chwili liżąc strefę intymną. Zaczęłam piszczeć i szeptać jego imię. Przekręciłam nas i wzięłam w dłonie jego przyjaciela, pierw kilka zwinnych ruchów w górę i w dół a potem wepchałam go sobie do buzi działając szybkim tempem. Po chwili miałam już dość i chciałam aby we mnie wszedł. 

- Harry...
- Już. 
Po chwili zawisł nade mną a płynnym ruchem wszedł we mnie całą długością. Na początku robił to delikatnie ale gdy podrapałam go po plecach i zaczęłam stękać robił to coraz szybciej. Czułam że jesteśmy już blisko oboje. Kilka pchnięć i koniec... doszliśmy w tym samym momencie. 

~*~

Leżeliśmy na łóżku, spełnieni, wykończeni i nadzy. Oboje nie mogliśmy unormować oddechu. Było mi bardzo gorąco. Gdy się uspokoiliśmy złapał mnie za dłoń i usadowił na klatce piersiowej w miejscu serca. 
- Ono bije tylko dla Ciebie. 
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie bardziej. Muszę Ci powiedzieć że jesteś cudowna. 
- Uhu, Ty też jesteś świetny. 
- Kąpiel? 
- Ooo, chętnie, jak najbardziej. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
ROZDZIAŁ TROCHĘ KRÓTKI ALE NIE MAM WENY. NASTĘPNY BĘDZIE NIEDŁUGO! BUŹKA.:) 


Rozdział 2 - Nie pozwolę Ci płakać, nigdy.

Razem z Hazzą zaczęliśmy się niemiłosiernie śmiać z chłopaków a najbardziej z Niall'a który krzyczał żeby z niego zeszli i wyzywał ich od baranów. 
- Dobra to ja idę się przebrać a wy zejdźcie z tego Niall'a! - ponownie zaczęłam się śmiać.
Odłożyłam butelkę wody na stolik i zmierzałam ku garderobie. Po chwili przypomniałam sobie o tym że dziś przecież idziemy z Lilly na policję. Muszę to jakoś zgrabnie powiedzieć chłopakom żeby im się nie zrobiło smutno ale też nie mogę zmyślać bo się zorientują i pomyślą że po prostu nie chcę do nich jechać. Weszłam do swojej przebieralni i zmieniłam ciuchy na te w których tutaj przyszłam po czym wróciłam do reszty. 
- Ej chłopaki, nie mogę do was jechać właśnie przypomniałam sobie o ważnej sprawie którą muszę załatwić z siostrą. 
- A jaką? Jeżeli możesz powiedzieć. 
- Mogę, ale nie chcę, nie zrozum mnie źle ale nie chcę o tym rozmawiać. 
- Ale na pewno wszystko dobrze, może Cię odwieziemy? - tak ten wiecznie troszczący się o wszystkich Liam, nie bez powodu nazywają go Daddy. 
- Nie, nie, jestem autem mamy więc muszę go jej odwieźć. 
- A zapowiadał się taki fajny wieczór. - wtrącił Harry. 
- Hazza ja wiem że dawno czasu z dziewczyną nie spędzałeś ale wiesz poczekasz do jutra, haha. 
- Bardzo śmieszne. 
- Nie no stary, serio cię zgasiła. - Po czym wszyscy zaczęliśmy się chichrać. 
- No to jutro tak? - Zayn.
- Tak jutro będzie super. 
Wyciągnęłam z torebki jakąś karteczkę i napisałam na niej mój numer po czym podałam Hazzie, nie dlatego że go wyróżniam ale stał najbliżej mnie. 
- Macie tu mój numer, przyślijcie swój adres a ja jutro będę, tylko napiszcie mi jeszcze o której, okej? 
- Okej, to do jutra. - krzyknęli chórem

Uśmiechnęłam się do nich po czym na pożegnanie przytuliłam każdego z nich. 

~*~


Byłyśmy już na komisariacie, szczerze? Nie jest to najlepsze miejsce. Nie lubię takich pomieszczeń. Szare ściany, po korytarzach ciągle biegają jacyś policjanci, czasami sami a czasami z jakimiś zbrodniarzami którzy im się wyrywają, przeklinają, obrażają i na nich plują? Nigdy bym nie pomyślała że w Londynie może być taki przepych przestępców, co chwile się jacyś przebijali i nie wyglądali na przyjaznych i zadbanych. Wyrwałam się z przemyśleń kiedy jakiś władza otworzył drzwi swojego gabinetu [?], tak to mogę nazwać? Wołając nas do środka. 

- A więc to takiego się stało?


Lilly opowiedziała całą historię posterunkowemu, z tego co zaobserwowałam na jej twarzy co jakiś czas spływała łza a w niektórych momentach zacinała się i nie chciała dokończyć wypowiedzi. 

~*~

- A więc przyjmuję wasze zgłoszenie i jak najszybciej zaczynamy poszukiwanie sprawcy, zostanie zabrany na komendę w celu przesłuchań, zapewne do czasu rozstrzygnięcia zostanie w areszcie a jego dalszymi losami zajmie się prokuratura. Czy coś jeszcze? 
- Nie to już wszystko, dziękujemy, do widzenia.
- Do widzenia i obiecujemy że on zostanie ukarany. 
- Dziękuję. - powiedziała Lill a po jej policzku ponownie spłynęła łza.
- Nie ma za co dziękować to nasza praca.

Wyszłyśmy w końcu stamtąd i poczułyśmy świeże powietrze które w środku nie było zbyt przyjemne wręcz drażniące, było tam bardzo duszno. 

- Lilly, może pójdziemy na jakieś ciastko i kawę lub herbatę? 
- Tak, chętnie muszę jakoś się osłodzić, haha. 
- No to chodź. 

~*~


Wchodząc do kawiarni poczułyśmy cudownie słodki zapach przeróżnych ciast z nutą przebijającego się zapachu parzonej kawy, która w tym lokalu jest po prostu najlepsza, nie wspominając już o tym jak ciasta są tu przepyszne. Zajęłyśmy miejsce przy naszym ulubionym stoliku przy oknie i wzięłyśmy kartę w dłonie. Po chwili przyszła do nas wysoka kelnerka o czarnych włosach, z krwisto czerwoną szminką na ustach przez co wyglądała jak królewna śnieżka plus to że miała też jasną karnację jak śnieg. 
- Co panie sobie życzą?
- Ja poproszę ciasto czekoladowe i latte, a Ty Lilly? 
- Co... co? Emm, ja poproszę szarlotkę i kakao. 
- Dobrze, dziękuje. 
Gdy kelnerka odeszła od razu zaczęłam wypytywać siostrę o czym tak myślała:
- Co jest? Nad czym się tak zastanawiałaś? 
- Nad niczym.
- Nie kłam. 
- Po prostu boję się że on może mi coś zrobić, kurwa mać, nawet nie wiesz do czego on jest skłonny, on pobił swoją wcześniejszą dziewczyna właśnie dla podobnego powodu jak ja a Ty cały czas się mnie o wszystko wypytujesz a ja mam już dość!! 

Wykrzyczała po czym wstała i chciała wyjść ale pobiegłam za nią i ją zatrzymałam.

- Dobrze, przepraszam już dam Ci spokój, wracajmy, uspokoisz się to porozmawiamy, hmm?
- Okej.

Po jakichś piętnastu minutach kelnerka przyniosła nasze zamówienia a a ja dostałam sms'a. 


' Cześć Rose! Mam nadzieję że załatwiłaś swoje sprawy i wszystko jest w porządku. 
O której kończysz jutro pracę, ty podaj nam swój adres a my
po Ciebie wpadniemy, ale musisz powiedzieć na którą będziesz gotowa, haha.:)
Do zobaczenia jutro, buziaki, Harry. xx '

Czytając to sama do siebie się uśmiechnęłam po czym wysłałam Hazzie adres z namiastką tego o której może po mnie przyjechać a potem wróciłam do zajadania.

~*~

Po powrocie do domu nie chciało mi się za bardzo gadać z Lilly na wcześniejszy temat bo wiem że potrzebuje czasu by dojść do siebie i ochłonąć, porozmawiamy kiedy indziej ale niestety teraz to ja muszę powiedzieć mamie o wszystkim ponieważ Lill mnie poprosiła abym to ja mówiła dlatego że ona nie ma odwagi. Rozumiem ją i wiem że nie chce o tym rozmawiać więc się zgodziłam. Nasza rodzicielka była trochę zła że mówimy jej o tym dzisiaj a nie powiedziałyśmy od razu bo wróciłaby do domu ale też ucieszyła się że w ogóle jej powiedziałyśmy a nie robiłyśmy z tego jakiejś wielkiej tajemnicy. 

Zasiadłam w salonie na kanapie i zabrałam się za dokończanie mojej ostatnio ulubionej książki lecz nie na długo ponieważ mama oznajmiła nam że kolacja czeka. Szczerze, nie miałam zbyt wielkiej ochoty ale jednak zjadłam choć było to lekką męczarnią gdyż nie chciało mi się jeść. Po skończonym posiłku udałam się do łazienki by wziąć prysznic. 

~*~
Po wyjściu z łazienki przebrałam się w te same piżamy które miałam wczoraj i wskoczyłam pod kołdrę ponieważ byłam bardzo zmęczona. Przeglądnęłam sobie jeszcze moje ulubione portale takie jak instagram, facebook i twitter. Jeden twitt zaskoczył mnie bardzo a napisał do Niall : 

' @Rose_Mind to wspaniała osoba! Spędziliśmy z nią super dzień! Wszyscy ją bardzo polubiliśmy - Niall, Harry, Zayn, Louis, Liam. xxx'

Jejku oni są świetni, uśmiechnęłam się i napisałam komentarz : 

' Ojejku, jak cieplutko na serduszku! Ja też was uwielbiam! Sesja była świetna. A teraz dobranoc... modele! Haha. xxx ;) ' 

Błyskawicznie dostałam odpowiedź : 

' Bardzo śmieszne, zawód modeli nie jest taki prosty, haha. Dobranoc. :) - Znowu Ci sami nie chce mi się nas podpisywać. xxx '

Odłożyłam telefon na szafkę nocną, zamknęłam oczy i praktycznie od razu zasnęłam.

NASTĘPNEGO DNIA

Mimo tego iż nie chciałam, lecz musiałam ruszyć się z wyra do pracy a sen miałam cudowny, śnił mi się... Harry, nie wiem dlaczego on ale muszę powiedzieć że był świetny, nie będę go zdradzać bo więcej mi się nie przyśni. A więc wracając mimo tego że nie chciałam to musiałam wstać, ogarnąć się i iść do pracy którą kochałam ale dziś nie za bardzo chce mi się do niej iść. 

Wstałam, ubrałam się, ogarnęłam i pojechałam do pracy.

~*~

Po pracy wróciłam do domu była już 15 z chłopakami umówiłam się na 17 więc zaczęłam się przygotowywać. Wzięłam kąpiel, umyłam zęby, ubrałam się, uczesałam włosy, pomalowałam paznokcie, umalowałam się, spryskałam się perfumami i zeszłam na dół. Miałam jeszcze pół godziny więc żeby czas szybciej mi minął przeglądałam różne portale i napisałam twetta : 

' Szykuję się świetny wieczór! :) xxx ' 

Gdy skończyłam go pisać zadzwonił mój telefon a ktoś zapukał do drzwi. Nie odebrałam bo patrząc na wyświetlacz zauważyłam że to Harry więc po prostu podeszłam do drzwi :
- No i poco dzwoniłeś i pukałeś? Haha.
- Hej... wow, świetnie wyglądasz - powiedział i dał mi buziaka w policzek. 
- Em, dziękuję. Ty też. - puściłam mu oczko. 
- Madam... pozwoli Pani. - podał mi rękę na co ja podałam mu swoją.
- Haha, nie wygłupiaj się. - powiedziałam i uderzyłam go w ramię. 
- Ałł - powiedział z sarkazmem. 
- Nie żartuj sobie. 
- Nie żartuję, masz naprawdę wielką siłę. - zachichotał cicho myśląc że nie usłyszę. 
- Słyszałam. 
- Oj tam, chodź już. 

~*~


Gdy weszłam do domu wszyscy rzucili się na mnie i zaczęli przytulać. Szczerze, miło, haha. 

- Uuu, Rose jaka laska. 
- Niall, debilu! 
- No co ja mówię tylko prawdę. 
- Nie podlizuj się. 
- Wcale się nie podlizuje. 
- Oczywiście. 
- Dobra chodź Rose do jadalni, zaprowadzę Cię.
- Dzięki Zayn. 
Poszłam i wystawiłam język blondynowi. Na co ten zrobił tylko jakąś dziwną minę i machnął ręką. Mulat zaprowadził mnie do jadalni. Bardzo zaskoczyło mnie to jak to wszystko wyglądało i patrząc na to że to chłopcy... czekaj idealniejsze słowo na tą chwilę to będzie mężczyźni. 

Oczami Harry'ego


Boże, ta dziewczyna jest cudowna. Jej włosy, oczy, nogi, twarz a usta... zajebiste. Mówią że ideałów nie ma, ale ja chyba jednak znalazłem swój ideał. Nie wiem czy ona coś do mnie czuje choć wydaję mi się że jej podoba się Niall. Może nie ale z nim gada najwięcej, uśmiecha się... ze mną w sumie też. Nie wiem czy to zauważyła, że mi się podoba, może przez sposób w jaki na nią patrzę. Nawet nie mogę oderwać od niej wzroku, a teraz jeszcze w tych butach, oh, a tyłek, brak słów. Chciałbym mieć przy sobie taką dziewczynę i daję słowo że będę o nią walczył jeżeli będzie taka potrzeba. Nie oddam jej nikomu. Wiem że nie jest moja, to nie jest rzecz, ale kto nie chciałby takiej dziewczyny, dobrze że Lou, Zayn i Liam mają dziewczyny więc nie mam się o co martwić ale właśnie, Niall, blondyn nie ma nikogo więc może też łasi się na Rose. Muszę z nim pogadać nie będę trzymał się w niepewności, chcę wiedzieć na czym stoję. Dobra może dołączę do reszty. Wchodząc do jadalni zauważyłem że miejsce obok Rose jest puste, niezauważalnie przyśpieszyłem kroku aby nikt mi go nie zajął i usiadłem. 

- Jak Ci się podoba Rose? 
- Jest świetnie, nie mogę sobie wbić do głowy że to wy zrobiliście. 
- Haha, wiesz my zdolni. - odezwał się Niall. 
- I skromni.
- Oj tam Rose bez przesady. - tym razem głos zabrał Liam.
- Dobra idę przynieść to jedzenie. 
- Pomogę Ci. - rzekł Niall.
- Okej. 

Stwierdziłem że to idealna okazja na wyjaśnienie sobie z blondynem wszystkich spraw na temat Rose więc zgodziłem się żeby ze mną poszedł. Gdy weszliśmy do kuchni od razu zacząłem o wszytko się go wypytywać. 

- Niall muszę się Ciebie coś zapytać.
- Wal. 
- Bo wiesz, nie wiem czy zauważyłeś ale...
- Rose Ci się podoba, tak zauważyłem, zresztą nie tylko ja chłopaki też. 
- Naprawdę aż tak widać?
- No może trochę. Nie zdziwię się jeżeli Rose też zauważyła. 
- A czy Ty czujesz coś do niej? 
- Nie, to w sumie nie mój typ. Jako przyjaciółka to cudowna osoba ale jeżeli miałbym z nią chodzić to nie. Masz wolną rękę. 
- Jest! jest, dzięki.
- Spokojnie, dawaj weźmiemy to żarcie i idziemy bo zaczną coś podejrzewać. 

~*~

- To było pyszne chłopaki, naprawdę, kucharze są z was świetni, myślałam że mnie chcecie otruć, haha. 
- To w sumie robił Liaś. A my tylko trochę pomogliśmy.
- Wow Liam, ja bym lepiej tego nie zrobiła. 
- Może jakieś wino? - zapytał Lou. 
- Chętnie. 
- A wy chłopaki?
- Taa. - odpowiedzieliśmy chórem. 
- Dobra to ja idę po wino, Liam chodź ze mną a wy to sprzątnijcie. 
- Ja sprzątnę.
- Co Ty Rose jesteś gościem ja pójdę.
- Proszę Harry, to chodźmy razem.
- Ehh, no niech Ci będzie.

OCZAMI ROSE


Złapałam Hazzę za rękę i poszliśmy do kuchni z brudnymi naczyniami. Położyłam swoją talerze na blat a Harry swoje wstawiał do zmywarki. Gdy skończył chciałam zrobić to samo więc nachyliłam się a w tym czasie Harry wstawał i nasze oczy zwróciły się ku sobie. Patrzyliśmy sobie tak w nie przez jakąś chwilę aż w końcu zbliżył się do mnie i złączył nasze usta. Nie odrywałam się od niego tylko to odwzajemniłam bo było to tak cholernie przyjemne. Harry oblizał moją dolną wargę tak jakby prosząc o dostęp, ja lekko odchyliłam usta na co ten dołączył język. Po chwili doszło do mnie co robimy i oderwałam się od niego spojrzałam w jego oczy po czym wydukałam z siebie tylko ciche przepraszam i opuściłam głowę.

- Ej, nie masz za co przepraszam to moja wina. Tylko i wyłącznie moja.
- Nie, nie tylko twoja, to ja nie przerwałam tego tylko pogłębiłam się jeszcze bardziej. Zapomnijmy o tym. 
- Co? Emm... okej. - zrobił smutną minę i wyszedł z pomieszczenia.

Nie chcę robić mu nadziei nie wiedząc czy mogę mu cokolwiek dać ze swojej strony. Ja traktuję go jak przyjaciela... chyba. Choć po tym pocałunku już sama nie wiem co czuję. Harry jest cudowny, przystojny, ma prześwietny charakter, inteligentny, zabawny, czuły, pomocny po prostu ideał, nie znamy się jeszcze na tyle aby cokolwiek z tego było. Nie wiem czy to nie jest tylko taka maska żeby zrobić na mnie wrażenie, może przy mnie jest taki a gdy mnie nie ma jest zupełnie inny. Poznaliśmy się dwa dni temu, to za wcześnie na jakikolwiek związek. Może kiedyś. Ja nie wiem jeszcze co do niego czuję. Wiem jedynie że jest moim przyjacielem w sumie nawet tak nie możemy się nazwać możemy być na tą chwilę dobrymi znajomymi lub dobrymi kolegami... ale czy na pewno. Po moich chyba dłuższych zastanowieniach wróciłam do reszty po czym usiadłam na kanapie obok Liam'a a ze stolika wzięłam kieliszek wina.

KILKA GODZIN PÓŹNIEJ 


Oczami Niall'a



- Louis ty szczylu oddawaj moje ciastka. 

- Wal się.
- Ciekawe, kurwa z kim. - Wszyscy zaczęliśmy się śmiać a Lou ze śmiechu aż się wywalił więc mogłem mu zabrać moją własność. 
- No to teraz się naucz by nie zabierać tego co moje, jasne?
- Hahahahahaahahahahha, ja.. ja.. jasne. Hahahahaha... chyba Ci się coś.... hahaahhahaha śni. 
- Zamknij się. 
- Nie mam czym. 
- Zaraz jak Ci wsadzę skarpety Hazzy do gęby to będziesz miał. 
- Nie odważysz się...
- A zakład? 

Oczami Harry'ego


Jakoś nie mam ochoty na te wygłupy. Mimo to śmieję się bo Ci debile przechodzą samych siebie ale... to co powiedziała Rose okropnie mnie zabolało. ' Zapomnijmy ' gdyby tylko wiedziała co do niej czuje... a może wie tylko po prostu traktuje mnie jak zwykłego kolegę. Myślałem że ten pocałunek coś między nami zmieni ale chyba nie zmienił. Z moich przemyśleń wyrwał mnie Niall który zaczął ciągnąć mnie za buta ściągając go po czym próbował zdjąć mi skarpetkę ze stopy. Gdy mi ją wyrwał zacząłem się śmiać po czym zabrałem buta marchewie i zacząłem ja gonić Niall'a. Louis zabrał buta Zayn'owi i zaczął gonić mnie a Zayn poprosił o buta Rose i gonił Louis'a. Rose tylko siedziała... nie czekaj nie siedziała zwijała się ze śmiechu na kanapie ale tacy właśnie jesteśmy... debile. 


Oczami Rose


Czy oni naprawdę są już dorośli? Jeden ma 20 lat, trójka 21 a Louis najstarszy ma 23 a zachowuję się z nich jak największe dziecko. Nie mogłam już wytrzymać ze śmiechu, byłam cała czerwona a łzy płynęły mi jak szalone, nie ze smutku... to było tak cholernie zabawne że same zaczęły cieknąć po moim policzku. 


- Ej chłopaki spokój! Zagrajmy w butelkę! - Zaproponowałam po czym zaczęłam tego żałować. 

- Ooo! - krzyknęli chórem i podbiegli do mnie
Harry wziął butelkę po winie i położył ją na stolik. Wszyscy porozsadzaliśmy się na różne miejsca wokół stołu a z racji tego że ja to wymyśliłam musiałam zaczynać. Taa, świetnie. 

Zakręciłam butelką i wypadło na blondyna. 

- No to Niall, kruszynko, nakarm Louis'a swoimi ciastkami.
- Cooooooooooooooo!? 
- Nie, nie ma mowy. 
- No dawaj dawaj. 
- Ehh, Rose! 
- Dawaj! 
- No dobra. 
- Ej Zayn przynieś jeszcze wina. - odezwał się loczek.
- Okej. 
- No dawaj Nialler. 

~*~
KILKA GODZIN PÓŹNIEJ

Wypiliśmy już chyba 3 lampki wina i wciąż gramy w butelkę. Tym razem kręcił Niall a wypadło na mnie. 
- Ooo, nareszcie! Teraz się zemszczę. Pocałuj Hazzę! 
- Okej, Harry chodź tu!
- Nie Rose, jesteś pijana, chodź położysz się. 
- Co ty Harry, imprezka się dopiero zaczęła, no daj tego buziaka i będzie po sprawie. 
- Nie. Wcześniej powiedziałaś że mamy zapomnieć o tamtym pocałunku a ja nie chcę sobie robić znowu nadziei. 
- Harry, ale ja...
- Nic nie musisz mówić. Po prostu powiedz że Ci się nie podobam, a ja dam sobie spokój. 
- Nie mogę. 
- Dlaczego.
- Bo ja nie wiem co czuje. Do cholery znamy się zaledwie dwa dni! - Wrzeszczałam, zupełnie nie wiem dlaczego, ugh, tak to zdecydowanie przez procenty.
- Doprawdy. - wstał i wyszedł 
- Chcę już iść do domu. 
- Nie Rose co Ty dziś zostajesz u nas jesteś kompletnie pijana. - powiedział Liam.
- Ale nie chcę robić kłopotu, naprawdę. 
- Nie będziesz.
- Dobra to ja będę spała na kanapie.
- Nie!
- Tak! Nie dość że u was mam spać to jeszcze mam zajmować wam łóżka? Nie ma mowy. Gdzie jest Harry chcę z nim porozmawiać. 
- Pewnie w swoim pokoju. Idziesz na górę i pierwsze drzwi po lewo. 
- Ok. 

Wstałam, lekko się zachwiałam, w końcu alkohol robi swoje ale dałam radę.

- Ej Rose może Ci pomogę.
- Nie, dam radę. 
- Ok, jeżeli tak uważasz. 

Poprawiłam sukienkę i wyszłam jakiś cudem na górę. Weszłam do pokoju Hazzy. Louis się nie mylił loczek siedział na swoim łóżku i podpierał twarz dłońmi. 


- Harry, przepraszam. 
- Za co przepraszasz? Jesteś po prostu pijana, to nie grzech.
- Nie za to Cię przepraszam.
- A za co?
- Za to że na tą chwilę nie mogę dać Ci więcej niż przyjaźń. Ja nie wiem co do Ciebie czuje. Na początku chciałam żebyśmy się zaprzyjaźnili nie chodzi mi tu tylko z Tobą ale z wszystkimi ale po tamtym pocałunku już nie wiem co czuć i kim dla mnie jesteś. To trudne bo znamy się zaledwie 2 dni, nie potrafię powiedzieć... nie potrafię. - zacięłam się i zaczęłam po prostu płakać jak małe dziecko. Harry wstał wziął mnie na ręce posadził na łóżku po czym spojrzał mi głęboko w oczy.
- Nie płacz. Nie pozwolę Ci płakać, nigdy. 
- Przytul mnie.

Jak powiedziałam tak zrobił, szczerze mówiąc mogę teraz powiedzieć że czuję się bezpiecznie. Jest mi cudownie gdy czuje jego oddech na karku ale ja wciąż nie wiem czy go kocham tak bardzo chciałabym go teraz pocałować ale chyba nie mogę. Postanowiłam zaryzykować. Cmoknęłam go w usta, ten zrobił to samo chcąc wtopić się w pocałunek, tak o to mi chodziło. Lecz po chwili oderwał się ode mnie 

- Nie chcę robić sobie nadziei. Tak bardzo chciałbym Cię całować ale nie mogę. To może się różnie potoczyć a ja nie chcę cierpieć, wybacz mi ale chyba wiesz co czuje. 
- Wiem i doskonale to rozumiem ale przytulać mnie możesz.
- Mogę.
- A dałbyś mi coś na przebranie jakąś koszulkę czy coś bo nie będzie mi się wygodnie spało w sukience. 
- Okej. 
Chciał wstać ale ja mu nie pozwoliłam.
- Nie teraz, zaraz. 

NASTĘPNEGO DNIA


Obudziłam się o 7 rano, łeb bolał mnie nie miłosiernie. Spałam w łóżku Hazzy. Przecież miałam spać na kanapie. Podniosłam się i zmieniłam w pozycję siedzącą rozglądając się po pokoju. Nie było go. Zupełnie nie wiem dlaczego śpię tutaj. Może kazał mi spać tu a on poszedł na kanapę? Nie wiem ale nie miałam zamiaru się długo zastanawiać. Wstałam z łóżka i przebrałam się w swoje ciuchy. Wiem że nie powinnam wychodzić tak bez słowa ale już wystarczająco problemów im narobiłam. Złożyłam ładnie bluzkę Harry'ego a z torebki wyciągnęłam karteczkę : 


' Przepraszam że wychodzę tak bez słowa ale obudziłam się a was nie będę budzić. Z resztą wystarczająco wam  problemów narobiłam nocowaniem u was a już szczególnie tym że ty śpisz na kanapie a ja u Ciebie. PRZEPRASZAM za twój obolały kark, to mnie miał boleć. BUZIAKI, Rose. ;* xx ' 


Zeszłam na dół tak aby nikt mnie nie usłyszał. Co mnie zastało? Wielki bałagan. Rzeczywiście Harry spał na kanapie. Podeszłam do niego, tak słodko śpi. Dałam mu buziaka w policzek, założyłam buty i wyszłam. 

~*~


Byłam już przed domem , na szczęście mam dziś wolne i mogę sobie odpocząć. Weszłam do niego i od razu ruszyłam do mojego pokoju wyciągnęłam jakąś białą zwiewną i luźną koszulkę do tego szare szorty z adidasa oraz moje papucie. Wzięłam to wszystko ze sobą do łazienki. Postanowiłam się zrelaksować więc będzie to długa pachnąca kąpiel. Pod bieżący strumień wody wlałam płyn do kąpieli o zapachu truskawek, do tego całą niebieską musującą kulę do kąpieli oraz jakieś dwa olejki. Gdy wanna była już napełniona więcej niż do połowy zakręciłam wodę. Podeszłam do lusterka i zmazałam makijaż po czym zdjęłam z siebie ciuchy, ta sukienka już działała mi na nerwy. Weszłam do wody i napawałam się chwilą. 


GODZINĘ PÓŹNIEJ 

Wyszłam z wanny owijając się ręcznikiem. Wytarłam się dokładnie i przebrałam się we wcześniej przygotowane ciuchy. Po chwili usłyszałam dźwięk dochodzącego sms'a. 



' Hej Rose, jest nam trochę smutno, ale nie mamy Ci za złe. Nie zrobiłaś nam żadnego problemu. Kark mnie nie boli bo kanapa jest bardzo wygodna ale dziękuję że się troszczysz. Kiedy możemy się spotkać? :) Hazza. xxx ' 

Uśmiechnęłam się do ekranu ale nie chciałam się zbyt szybko z nimi widzieć. Chciałabym się zastanowić co czuję i podjąć decyzję. Poza tym wypadałoby aby zapomnieli o tym co wyrabiałam wczoraj. Dziś jest niedziela a od jutra będę miała dużo roboty więc nawet jakbym chciała się z nimi zobaczyć to nie miałabym jak. Chyba jakoś w sobotę lub w niedzielę, do tego czasu pewnie podejmę już decyzję. 

' No to bardzo się cieszę że żyjesz, haha. Wiesz od jutra mam dużo pracy więc w przyszłym tygodniu ale dopiero na weekend. Chciałabym wcześniej ale nie dam rady. Gdy będę mogła dam wam znać. Całuję, Rose. xxx ;* ' 

Tak skłamałam ale co miałam powiedzieć? Nie chcę was widzieć bo za dużo nawywijałam? Na pewno nie. 




Lydia Land of Grafic