wtorek, 16 grudnia 2014

ZAWIESZAM!

Przykro mi bardzo, ale  z powodu waszego totalnego braku aktywności, oraz mojego braku weny, do pisania TUTAJ, nie wiem co dalej działaś z bohaterami. ZAWIESZAM bloga na jakiś czas.

Data odwieszenia: do odwołania

TRZYMAJCIE SIĘ, MORDECZKI! :*

sobota, 13 grudnia 2014

VI- Nie ważne co się ze mną stanie.

kilka dni później 
Dziś wracając z pracy prawie zemdlałam. Ogólnie od tamtego zajścia przed apteką, gdy myślałam że to, że zrobiło mi się słabo, było spowodowane stresem, nie najlepiej z moim zdrowiem. Ostatnio nie najlepiej się czuję. Mam mdłości, prawie cały czas mam gorączkę, jest mi zimno a wczoraj nawet zemdlałam. Nie mówiłam nic Harry'emu. On pewnie zaraz kazałby mi iść do lekarza, robiłby z tego nie wiadomo co. A pewnie to zwykła grypa. Poleżę kilka dni w łóżku i wszystko wróci do normy. Właśnie przygotowywałam dla nas obiad. Doprawiłam jeszcze ostatni raz danie po czym chwyciłam talerze. W pewnym momencie zakręciło mi się mocno w głowie, nagle poczułam jak moje nogi stają się jak z waty. Tak jakbym właśnie stąpała po cienkim lodzie który miałby zaraz runąć a dla mnie nie było by już żadnego ratunku. 

HARRY 
Przeglądałem twitter'a gdy usłyszałem huk tłuczonych naczyń. Od razu pobiegłem do kuchni. To co zastałem przestraszyło mnie totalnie. Nie zważając na nic chwyciłem telefon i zadzwoniłem po pogotowie. Chwilę później klęczałem już przy Rose, próbując ją obudzić. Mówiłem jej żeby szła do tego cholernego lekarza. Nie daruję sobie jeżeli coś jej się stanie. 
- Rose, kochanie obudź się! 
Ona, była całkiem blada. Jej usta zrobiły się sine a ja nie wytrzymałem tego wszystkiego i nie mogłem już czekać na karetkę. Szybko wziąłem ją na ręce wybiegając jak szalony na dwór. Lało jak z cebra. Od razu ruszyłem do auta. Guzikiem na kluczyku otworzyłem samochód a Rose położyłem na tylnym siedzeniu. W tym pośpiechu zapomniałem zamknąć domu, ale nie to teraz się liczyło. Moja dziewczyna może umrzeć! Co ja gadam! Jak mogę w ogóle tak myśleć. Od razu wpakowałem się na miejsce kierowcy i jak najszybciej ruszyłem do najbliższego szpitala. 

w szpitalu

Biegłem z Rose na rękach nie zwracając na ludzi chodzących po korytarzu.
- Pomocy! Niech mi ktoś pomoże! - krzyczałem jak opętany.
Szybko obok mnie pojawił się lekarz z jakąś pielęgniarką.
- Co się dzieje? Dlaczego Pan tak krzyczy? - mówił to z takim spokojem i powagą że miałem ochotę zajebać mu w twarz.
- Pan się pyta co się dzieje!? Niech Pan na nią spojrzy do cholery! Ratujcie ją kurwa! 
- Spokojnie, bo wyprowadzimy Pana ze szpitala. Sasha, wózek i zabieramy ją na izbę. Proszę jej podać kroplówkę, tlen i zlecił szereg wszystkich potrzebnych badań, na cito, a teraz musimy ją reanimować, nie ma czasu. 
- Oczywiście. 
- A Pan kim jest? 
- Jej... mężem. 
- Okay, a więc może pan tu być i dostawać wszelkie informacje. Proszę tu sobie usiąść i poczekać. 
- Jak mam czekać! Skoro wy jej nie ratujecie! 
- Ratujemy! Przepraszam ale nie mam czasu muszę ratować jej życie! Niech Pan tu zostanie, tam pan nie może wejść. 

Nie zdążyłem nic powiedzieć a ten koleś zniknął gdzieś w głębi korytarza. 
Postanowiłem powiadomić jej mamę, siostrę, Vicky, no i muszę też zadzwonić do chłopaków. 
Wyciągnąłem telefon z kieszeni spodni po czym wybrałem numer do Pani Emily.
jeden sygnał
drugi sygnał 
trzeci sygnał
Za czwartym na szczęście odebrała. 
- Tak?
- HALO, Pani Moon, tutaj Harry. 
- Coś się stało? 
- Nie. Znaczy tak. Rose jest w szpitalu, zemdlała... nie wiem co się dzieje, mówiłem jej żeby szła do lekarza, ale ona nie słuchała..
- Słucham?! Harry, spokojnie. Zaraz tam będę. 
- Dziękuje. 
- Pamiętaj to nie twoja wina. Ja już jadę! 

Rozłączyłem się i po prostu nie wytrzymałem. Kilka łez popłynęło po moim gorącym od nerwów policzku. To wszystko przeze mnie. Mogłem ją przekonać, a dałem sobie spokój. Kurwa mać! Jak jej się coś stanie to sobie tego nie daruję. Wybrałem numer do Vicky. 
- Vic! Nie pytaj dlaczego! Po prostu przyjedź do szpitala Rose zemdlała, nie wiem jak to się stało szybko! 
- Co!? To niemożliwe! Zaraz tam będę. 

Chwilę później wykonałem jeszcze ostatni telefon do chłopaków. 
- Halo Liam? 
- Tak? Harry co jest? Masz jakiś dziwny głos. 
- Przyjedźcie do szpitala, Rose... po prostu przyjedźcie! 
- Już jedziemy! Stary trzy... 

Nie dałem mu dokończyć. Szybko się rozłączyłem gdyż ujrzałem lekarza który przyjmował moją drugą połówkę.
- Panie doktorze, co się dzieje!?
- Jeszcze nie wiemy. Na razie nie reaguje na nic. Oddycha, to oznacza że żyje. Musimy dokonać wszystkich badań. Jej organizm jej okropnie wykończony. Prawdopodobnie będziemy musieli zastosować śpiączkę farmakologiczną żeby jej organizm doszedł do siebie, ale zobaczymy co się dzieje. Dopiero później będę mógł podejmować takie decyzje. 
- Co!? Jaką śpiączkę!? Nie, to nie może być prawda! Zróbcie coś! 
- Robimy wszystko co w naszej mocy. Proszę się nie denerwować.
- To zróbcie więcej! 
- Spokojnie! To jest szpital a nie bar! Tu są chorzy ludzie. 
- Gdzie ona jest! Chcę ją zobaczyć!
- Nie może Pan. 
- Muszę! 
- Dobrze, ale na chwilę. Sala 202.
- Dziękuje. 

Szybko ruszyłem w poszukiwaniu odpowiedniej sali. Gdy ją znalazłem ujrzałem przez szybę jej bezbronną twarz, nie mogła nic zrobić. Spała. W moich oczach zakręciły się łzy. Wszedłem do środka. Podszedłem do łóżka i chwyciłem jej  dłoń. Pocałowałem ją w kostki. 
- Kochanie. Nie rób mi tego. Proszę obudź się. 
W pewnym momencie lekko ścisnęła moją dłoń i zaczęła cichutko kaszleć. Nagle jej oczy zaczęły się powoli otwierać.
- Panie Doktorze! 
- Nie... proszę... cicho... nic nie mów. Pocałuj mnie. 
- Ale.
- Pocałuj...
Zbliżyłem się do niej i musnąłem jej usta. 
- Kocham Cię.
Coś zaczęło pipczeć a ona dostała drgawek. 
- Pomocy! Halo! Ludzie! Pomocy! 
Do sali wbiegło kilka pielęgniarek i lekarz prowadzący. 
- Proszę się odsunąć! 
- Nie!
- Już! Niech Pan najlepiej wyjdzie. 
- Nie mogę. 
- Musi Pan. 

Uderzyłem mocno w ścianę i wyszedłem. Patrzyłem przez szybę co oni wyprawiają. Reanimują ją. Dostaje jakimś prądem. Ja nie mogę na to patrzeć. 
- Zostawcie ją! Nie róbcie tak! Ona jest delikatna! 
- To jest konieczne! Niech Pan stąd wyjdzie tu chodzi o jej życie. Ten prąd nie zrobi jej krzywdy. 

Ponownie wyszedłem z sali tym razem na krzesłach siedzieli już zmartwieni chłopacy oraz mama Rose, Lilly i Vicky. 
- Jak dobrze że jesteście. 
- Co się dzieje co z Rose? - zabrała głos jej mama. 
- Zobaczcie sami. 
Pokazałem na okienko przez które wszystko było widać po czym bezsilny runąłem na ziemie. 
- To moja wina. 
- Harry co Ty mówisz?
- Tak Niall, ona czuła się źle już od jakiegoś czasu, mówiłem jej żeby szła do lekarza, ale ona nie chciała. Zamiast jej jakoś przemówić do rozsądku żeby poszła, odpuściłem sobie. Gdybym coś zrobił teraz nie robili jej tego, co robią. - mówiłem przez łzy. 
- Nie możesz się obwiniać. To nie Ty jesteś temu winny. Gdybyś wiedział co może się stać postąpiłbyś inaczej. Rose jest uparta i jeżeli coś postanowi to nic, zupełnie nic nie jest w stanie wybić jej tego z głowy. Ona jest silna, da sobie rade. Przecież nic złego nie może się stać tak nagle. 
- Dziękuję Pani Moon. 
- Proszę, mów mi po imieniu. Czuję się bardzo stara gdy mówisz mi na ' Pani '. 
Wymusiłem lekki uśmiech po czym spuściłem głowę w dół.

2 tygodnie później
Rose, żyje. Udało im się ją przywrócić do żywych, ale wciąż nie wiadomo co z nią jest. Tak, nie zmrużyłem oka przez prawie tydzień i owszem nie ruszyłem się ze szpitala ani na chwilę. Cały czas czuwam przy jej łóżku. Musieli na jakiś czas wprowadzić ją w śpiączkę ponieważ jej organizm nie był w najlepszym stanie. Właśnie do sali weszła mama Rose, Lilly i Vicky.
- Harry, słońce, idź do domu, odpocznij. Z Rose jest coraz lepiej. Wyjdzie z tego a Ty musisz spać, jeść, pić, normalnie funkcjonować. Ona, nie chciałaby żebyś z tego powodu, odciął się od życia.
- Nie, muszę tu być. A jak się wybudzi.
- To od razu do Ciebie zadzwonię. 
- Eh, okay, ale wieczorem tu wrócę.
- Dobrze, a teraz wróć do siebie.
- Do widzenia Pani Moon, cześć Lilly, pa Vicky. 
- Do widzenia. 
- Pa. - odpowiedziała Lill. 
- Trzymaj się Harry. (Vicky)

pod domem Rose i Harry'ego 

Byłem już na miejscu. Przed szpitalem było pełno ludzi, paparazzi, reporterów. Wszyscy zadawali jedno pytanie : Co się dzieje z Rose? Dlaczego? Czy da się ją uratować? I najgorsze jakie usłyszałem od jednej małej dziewczynki : Czy Rose umrze? Gdy je usłyszałem, straciłem grunt pod nogami. Nagle, poczułem że moje życie nie mogłoby istnieć bez niej. Ona jest dla mnie wszystkim. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby nie było jej ze mną. Skończył bym z sobą. Ona i ja to jedno. Chcę z nią być całe życie. Nie mogę pozwolić na to żeby zostawiła mnie samego. Nie mogę być tutaj sam w  domu i nie chce. Wezmę tylko prysznic, naleje kawy do termosu i wracam do niej. Ruszyłem w stronę łazienki. Zdjąłem z siebie ubrania i wszedłem do kabiny. Odkręciłem korek z chłodną wodą, muszę się jakoś obudzić. Wiem że nie spałem, ale nie chcę wyglądać jak zombie. Krople wody relaksowały mnie. W pewnym momencie przed oczami przeleciały mi wszystkie najpiękniejsze chwile z Rose. Od dnia w którym zaczęliśmy być razem po dzień kiedy wszystko było jeszcze w normie. Przed dniem w którym trafiła do szpitala. Po tych dobrych chwilach ni stąd ni zowąd, zobaczyłem świat, bez niej. Siebie, i pustkę, którą wcześniej wypełniała Ona, a tam byłem tylko ja, bez życia, bo bez niej. Wyskoczyłem jak poparzony z pod prysznica. Szybko wdziałem na siebie ciuchy i zszedłem na dół. Usłyszałem dźwięk dzwonka telefonu. Nasza ulubiona piosenka. Moja i Rose.
Zdjąłem telefon z blatu i przyłożyłem do ucha. 
- Halo? 
- Halo Harry? Przyjeżdżaj do szpitala! Rose się obudziła, ale... - w tym momencie Vicky zaczęła płakać. 
- Halo co się dzieje. Nie, nie tłumacz już tam jadę. 

Wybiegłem na dwór wsiadając do auta. Droga była dość pusta więc prułem niesamowicie. Modliłem się aby na jakimś zakręcie nie stała drogówka. Na moje szczęście nie było ich. Wbiegłem do szpitala. Po drodze napotkałem ponownie na wielu ludzi. Pytali się dlaczego tak się śpieszę. Chyba tak mówili. Nie wiem do końca bo zbytnio nie słuchałem ich. Interesowała mnie teraz TYLKO Rose i to co z nią się teraz dzieje. Gdy stałem już na korytarzu prowadzącym do sali mojej dziewczyny, ujrzałem zapłakane Vic, Lilly oraz Pani Moon... ahh Emily, miałem mówić po imieniu, z resztą nie jest to teraz istotne. Podbiegłem do nich i sam zacząłem płakać. 
- Co... co się dzieje. 
- Ona musi to powiedzieć... Moje dziecko. - Emily, zaczęła szlochać. 
- Idź do niej. 

Wszedłem do sali. Leżała, wyglądała tak jak wcześniej tylko że teraz patrzyła się w jeden punkt. Na sufit. Nie ruszała rękoma, jedynie mrugała i to rzadko. 
- Rose... kochanie. - podbiegłem do niej i ucałowałem w policzek.
-  Słońce, co się dzieje. 
- Harry... - po jej policzku zaczęły spływać pojedyncze łzy, które po chwili spływały kaskadami. 
- Nie ważne co się ze mną stanie... pamiętaj, kocham Cię i zawsze będę Cię kochała, nie ważne czy będę tutaj czy...
- Rose, co? o czym Ty mówisz.. - rozpłakałem się jak głupi. 
- Mam... mam raka. 

OD AUTORKI :
Plany się zmieniły, to co napisałam dziś, miało się pojawić w dziesiątym rozdziale, ale że opowiadanie było oschłe, musiałam coś zrobić i pozwoliłam sobie na to w szóstej odsłonie. Teraz pisanie będzie szło mi łatwiej, ponieważ mam teraz sporo pomysłów co robić dalej. Mam nadzieję że rozdział się spodobał, buuziaki! :* 

środa, 10 grudnia 2014

V -Słońce, przestań już tak przepraszać. -Przepraszam.

Spakowałam już swoje walizki i niechętnie wyszłam z domku. Przekręciłam kluczyk w zamku i przejechałam dłonią po drewnianych drzwiach. Westchnęłam cicho i ostatni raz spojrzałam na niego w całej okazałości. Ten tydzień był cudowny. Najlepsze jest to że ' przechrzciliśmy ' z Hazzą, każde pomieszczenie w środku, nie licząc mebli które też lekko na tym ucierpiały. Ruszyłam w stronę auta i ze smutną mina wpakowałam się do niego. 
- Kochanie, co Ty taka smutna?
- Bo tu, było tak cudownie, nie chce mi się wracać. 
- Uśmiechnij się, wrócimy tu, na pewno, za 2 tygodnie jedziemy do Barcelony. 
- Naprawdę? Jej, kocham Cię! Ale ja chcę się dorzucić do biletu i do hotelu. 
- Nie ma nawet takiej opcji. Zapinaj pasy jedziemy. 
- Okay. - powiedziałam i złączyłam nasze usta w krótkim lecz namiętnym pocałunku. 
- Mam najwspanialszego mężczyznę na ziemi. 
- Wiem o tym. 
- Harry! 
- No co? 
- Jesteś zbyt skromny wiesz? 
- Haha, kocham Cię, ślicznotko.
- Hmm, wiem że jestem śliczna, nie musisz mi tego mówić. Fajnie tak? Haha.
- Ale przecież to prawda. 
- Dobra jedź już. 

kilka godzin później 

Stałam przed lustrem w łazience i zmywając makijaż. Otworzyłam dolną szafeczkę z której wypadły podpaski. Dopiero teraz uświadomiłam sobie że okres spóźnia mi się już 9 dni. Pierwsze moje odczucie? STRACH. Przeokropny strach, który przeszywał mnie na wylot. Jednocześnie moje nogi stały się jak wata a ja opadłam bezwładnie na zimne kafelki. W głowie przelatywało mi pełno myśli, fakt kochałam się z Hazzą bez zabezpieczeń, ale to było raz. Kompletnie o tym zapomnieliśmy. Kurwa, tak to słowo idealnie pasuje do tej sytuacji. Nie to że nie lubię dzieci, ale jesteśmy jeszcze młodzi, ja mam pracę i chcę ją kształtować dalej, nie wspominając o Harry'm który jest w boy's bandzie. Chcę dziecko z Loczkiem, ale jeszcze nie teraz. Może kiedyś, za kilka lat, na pewno. Ale do cholery nie teraz, błagam. Podniosłam się z podłogi i ruszyłam do przedpokoju. Ubrałam swoje air force'y i zarzuciłam na siebie cienką bluzę. Wyszłam z domu, prawie zapominając o zamknięciu drzwi, gdy to zrobiłam pośpiesznym krokiem pędziłam do apteki. Gdy byłam już na miejscu, momentalnie zrobiło mi się gorąco, ręce zaczęły mi się pocić po czym zakręciło się w głowie. Bogu dzięki, że zaraz obok stała ławka. Usiadłam na chwilę i ochłonęłam. To ze stresu, na pewno. Mogę to sobie tak tłumaczyć, prawda? Kiedy zrobiło mi się już lepiej, weszłam do środka. 

10 minut później 



Weszłam do domu, zdjęłam buty i udałam się w kierunku łazienki. Usiadłam na sedesie po czym głośno westchnęłam. Wyciągnęłam test z pudełka po czym zrobiłam co trzeba. Gdy to poczyniłam czekałam na dalsze efekty. Mimo że czekałam nie całe 4 minuty, ten czas ciągnął mi się niemiłosiernie. Tak naprawdę, strasznie bałam się tego co pokaże test. Oczekiwałam najgorszego. Nie, nie chciałam tego widzieć. Nie sprawdzając jak wyszedł test wsadziłam go ponownie do kartonika i wrzuciłam gdzieś głęboko do szafki gdzie Hazza nie popatrzy na pewno. Wyszłam z pomieszczenia i ruszyłam do salonu. Rozłożyłam się na kanapie i włączyłam TV. Zasnęłam gdy lecieły reklamy.

HARRY

Siedziałem w studiu już dobre 5 godzin. Byłem totalnie zmęczony. Miałem tylko ochotę wtulić się w Rose i zrelaksować się.
  • Dobra chłopaki, na dzisiaj koniec, widzę że jesteście wykończeni, szczególnie ty Harry. - odezwał się menadżer. .
  • Co?... Em, tak padam już.
  • No to zbierajcie się do domu.
  • Jeah.
Nie czekając na nic, pośpiesznie wyszedłem z budynku i wsiadłem do auta.
Kilka minut później byłem już w domu. Nie ukrywam jechałem dość szybko.
Wchodząc do domu usłyszałem dźwiek telewizora. Wiedziałem, że moja ślicznotka siedzi w salonie. Podszedłem do kanapy i wskoczyłem na sofę od tyłu. Okazało się że Rose spała.
  • Ał! Aaa, Jezu kto to!? - Dziewczyna w panice przeszła do pozycji siedzącej.
  • Spokojnie to ja. Spałaś?
  • No tak się składa że spałam.
  • Przepraszam kochanie.
  • Ehh, okay.
Zbliżyłem się do niej i wtopiłem nas w namiętny pocałunek. Gładziłem ją po plecach po czym chciałem zdjąć jej koszulkę na co się wzdrygneła a potem odsunęła.
  • Nie teraz kochanie, jestem zmęczona.
  • Ale...
  • Proszę, może później teraz nie mam siły i ochoty.
  • Jak to? Nie było mnie 5 godzin siedziałem w studiu, tyle na to czekałem, tak za Tobą tęskniłem.
  • Tak to! Czy ciągle musimy uprawiać seks?! Nie możemy się po prostu poprzytulać czy co kolwiek!? Tylko jedno Ci w głowie! Miłość i związek to nie tylko seks!
  • Spokojnie! O co Ci chodzi!?
  • O nic! Zupełnie o nic!

ROSE

Wybiegłam z salonu do łazienki i zamknęłam się na klucz. Zaczęłam grzebać w szafce po czym wyciągnęłam z niej test. Tym razem bez wachania sprawdziłam co na nim jest. Gdy to ujrzałam kamień spadł mi z serca. Nie jestem w ciąży. Mimowolnie po moim policzku spłynęły łzy. Chcę mieć z nim dziecko, ale nie teraz. Nie jestem jeszcze gotowa. Otarłam łzy, zmyłam makijaż, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Szum wody i krople które otulały moją twarz i resztę ciała relaksowały mnie dzięki czemu mogłam zapomnieć o wszystkim złym co się dzieję wokół mnie. Tak jaby te wszystkie gorsze wspomnienia słypwały ze mnie. Po jakiejś dobrej godzinie którą spędziłam myjąc się. Okryłam się mięciutkim ręcznikiem po czym wyszłam z pomieszczenia. Od razu udałam się do kuchni wyciągając z lodówki sok pomarańczowy a z szafki wyciągnęłam szklankę, następnie nalałam do naczynia napój. Rozglądnęłam się po domu nie zauważyłam nigdzie Harry'ego. Pewnie się obraził, ochłonie i wróci jestem tego pewna on nie potrafi porozmawiać. Zawsze wychodzi zostawiając mnie samą. Szczerze? Bardzo dobrze. Przynajmniej mogę sobie wszystko przemyśleć w spokoju. W aktualnym momencie jakoś nie mam ochoty go widzieć. A to chyba nie zdażyło się jeszcze nigdy. Skoro nie chcę się kochać i mówię mu że jestem zmęczona to powinien to po prostu zrozumieć a nie. Czasami chciałabym się do niego wtulić i zostać tak w tym uścisku po kilka godzin. Naprawdę nic mi się dziś nie chce.Upiłam łyk picia , a że byłam tak spragniona, całą zawartość wypiłam niemalże duszkiem. Jakiś czas później usłyszałam że drzwi się otwierają. Osoba, podeszła do mnie i zaczęła całować po karku. To Harry, doskonale znam jego usta i to wyjątkowe ciepło warg.
  • Przepraszam Cię, skarbie.
Nie odezwałam się, nie dlatego że nie chiało mi się z nim rozmawiać, ale dlatego że rozkoszowałam się chwilą, czyli jego pocałunkami.
  • Nie obrażaj się, misiu.
  • Oh! No przecież nie jestem już obrażona, już dawno ochłonęłam.
  • Ja też. Rozumiem że jesteś zmęczona. Przepraszam.
  • Słońce, przestań już tak przepraszać.
  • Przepraszam.
  • Głupku!
Zarzuciłam ręce na jego kark i wpiłam w jego rozpalone wargi. Usiadłam mu na kolanach, lekko ocierając się o jego krocze. Złapałam końcówkę jego koszulki i pociągnęłam ku górze.
  • Kochanie, nie musimy jeżeli nie masz ochoty, ja nie nalegam.
  • Ale już chcę.
  • Tak?
  • Mhm.
    Harry zdjął mnie ze swoich kolan i oparł o blacie.
  • Chcesz to robić na stole?
  • A dlaczego nie?
  • Mmm, okay. Kusząca propozycja.
    Zwinnie zdjął moją bluzkę i rzucił za siebie. Uniosłam się na chwilę żeby odpiąć guziki jego spodni.
Chwilę później byliśmy już kompletnie nadzy. Harry nie czekał długo, szybko i płynnie we mnie wszedł.


TEN WIECZÓR BYŁ IDEALNY. KOCHALIŚMY ŻE NIEMAL PRZEZ CAŁĄ NOC.

Następnego dnia.

Przebudziłam się, lekkie promienie słoneczne muskały mnie w twarz. Co okropnie mnie drażnił0 i nie dawało spać. Przekręciłam się na drugą stronę. Mój skarb spał sobie jeszcze słodko. Nie spaliśmy całą noc. Nie będę go budzić. Wstałam i zasłoniłam żaluzję, bo skoro one obudziły mnie to równie dobrze mogę obudzić i jego. A niech sobie biedny pośpi. Ma dziś wolne więc obudzi się dopiero za jakieś trzy, cztery godziny. Idealnie w tym czasie gdy wrócę z pracy.
Ruszyłam w kierunku szafy i wyjęłam jakieś ciuchy. Czyli czarną bokserkę i jasno-różowe szorty i ulubioną bieliznę Hazzy, czarną w koronkę. On kocha gdy mam na sobię tą lub czerowną.

Pół godziny później.

Wchodziłam już do studia. Dzisiaj mam tylko 4 sesje, myślę że uwiniemy się z nimi szybko.




Wiem że krótki, ale nie jestem w stanie nic napisać. Nie dość że krótki to i nudny. Obiecuję wam że następnym razem na pewno was nie zawiodę i coś zacznie sie dziać. Natomiast te wypociny dodaje poniewaz obiecalam ze rozdzial bedzie w niedziele a jest czwartek wieć, zawiodlam was. Mam nadzieje ze nie macie mi tego za zle. Trzymajcie się! :*

piątek, 5 grudnia 2014

INFORMACJA

Rozdział pojawi się, najprawdopodobniej w niedziele. Jakoś ostatnio nie mam weny. Rozdział jest w trakcie pisania i nie mam pojęcia co dalej zrobić. W 5 odsłonie ff, Harry i Rose wrócą do Londynu a Rose, będzie miała jakieś podejrzenia o... nie powiem o co.:) Nie łudźcie się iż o zdradę, bo tak nie jest. Wszystkiego dowiecie się w niedziele jeżeli uda mi się coś naskrobać. I tu jest prośba do was dajcie mi jakieś pomysły co napisać dalej. Mam pewien pomysł co zrobić w 10 rozdziale ale do tego jest jeszcze trochę czasu, a co robić dalej? nie wiem.:> Liczę na was, buziaczki.;*

sobota, 29 listopada 2014

IV - Przestań bo zaraz zerżnę Cię tutaj.

NASTĘPNEGO DNIA

Przekręciłam się na drugi bok ponieważ ktoś a raczej nie ktoś bo doskonale wiem kto, bawił się moimi włosami przy okazji łaskocząc mnie po karku. Otworzyłam oczy znów widząc mój ideał.
- Dzień dobry kochanie. - powiedział i złączył nam usta w długim pocałunku.
- Chcę się tak budzić codziennie.
- Wziąłem wolne dziś i jutro. Odpłacę Ci się za wczoraj plus dodatkowy dzień w ramach przeprosin. Pasuje? 
- Pasuje, jak najbardziej. 
- Dobra wstajemy, wstajemy. 
- Nieee. 
- Taaak. 
- Proszę Cię, Harry. Jeszcze piętnaście minut.
- Umm, no dobra ja idę zrobić śniadanie. 
- Dziękuje. A tak ogólnie Harry to ja też pojutrze wracam do pracy więc dobrze że jutro też sobie odpuściłeś. 
- Świetnie. Pojedziemy gdzieś na 2 dni. 
- Żartujesz sobie. 
- Nie żartuję, mówię zupełnie serio. 
- Ale gdzie mielibyśmy pojechać?
- Coś się wymyśli. Nawet pod namioty.
- Nie, tylko nie to! Nie znoszę spać pod namiotami.
- Eh, to coś innego wymyślimy. Zbieraj się a ja idę do kuchni.
- Mój książę. Buzi dla księżniczki. 
Zbliżył się do mnie i zaczął całować na co ja popchnęłam jego ramię aby leżał po czym usiadłam na nim nie rozłączając nam ust. 
- Wstałam, haha. 
- Grr. 
Przegryzłam wargę wstając, ruszyłam w stronę szafy wyciągając z niej szarą koszulkę Hazzy z napisem " LOVER" na kieszonce a do tego zwykłe czarne legginsy. 
- To moja koszulka.
- Spostrzegawczy jesteś.
- A może ja ją chciałem ubrać, hm? - zaśmiał się.
- No cóż, ja byłam pierwsza. Idź robić to śniadanie.
Podeszłam jeszcze do niego na chwilę muskając lekko usta i zwinnym, kobiecym krokiem oddaliłam się od niego idąc w stronę łazienki aby wziąć prysznic. Wychodząc spojrzałam jeszcze przez ramię jak zareagował i z tego co spostrzegłam ślinił się jak niemowlę.

PÓŁ GODZ. PÓŹNIEJ 
- Pojedziemy nad jezioro do domu letniskowego, jest piękna pogoda, ciepło i z chęcią rzuciłbym się do wody. A za tydzień lub dwa polecimy do Włoch lub do Hiszpanii. 
- Hm, super pomysł! Do Hiszpanii, to zawsze było moje marzenie. Ale i tak zwariowałeś bo tyle pieniędzy wydasz na to.. a z resztą ja się dołożę. 
- Nie ma mowy. Ja jestem w tym związku facetem. 
- Haha, wiesz co?
- Nie wiem. 
- Kocham Cię. 
- A no to wiem. - Zbliżył się do mnie i pocałować, jego usta zawsze tak cudowne smakują. 
- Mmm, świetnie smakujesz.
- To samo mogę powiedzieć o Tobie. Jak zjesz to idź się spakować. 
- Pojedziemy po jutrze, bo muszę zrobić jakieś sesje, pójdę dziś na 2 godzinki do studia a jutro na 5/6 godzin i będziemy mogli jechać w środę, dobrze?
- No to w takim razie, ja pojadę do studia, na 2 godziny. 

DWA DNI PÓŹNIEJ 
Postanowiliśmy że pojedziemy na tydzień, oboje mieliśmy możliwość wziąć na tyle czasu wolne więc czemu by nie? Właśnie pakowałam ostatnie rzeczy do torebki gdy Harry wparował do pokoju by wziąć walizki do auta. Byłam jeszcze nie ogarnięta ale nie miałam zamiaru nie wiadomo jak się malować ponieważ jadę odpocząć i nikt kogo znam nie będzie musiał mi się szczególnie przyglądać. Weszłam jeszcze do łazienki by zrobić coś z włosami których każdy kosmyk był ułożony w inną stronę. Postawiłam na zwykłego, luźnego koka na czubku głowy. Podeszłam do szafy ubierając na siebie jaskrawo różową bokserkę, na tyłek wsunęłam ciemno jeansowe szorty, na stopy wsunęłam moje krótkie białe conversy i mogłam już wychodzić. Złapałam jeszcze tylko torebkę i zeszłam na dół. Przechodząc przez kuchnie chwyciłam piękne, czerwone jabłko i dołączyłam do Loczka. Pocałowałam mojego chłopaka który już otwierał mi drzwi od auta i wsadziłam swój tyłek na skórzane siedzenie. Ze schowka wyciągnęłam swoje pilotki zakładając je na nos. Spojrzałam na Hazzę który wyglądał bardzo seksownie za kierownicą. Przegryzłam wargę i wlepiłam swój wzrok w wyświetlacz mojego iPhona, ktoś próbował się do mnie dobić ale byłam zbyt wgapiona w Styles'a. To Vicky. 
- Cześć, przepraszam że nie odebrałam, ale mam wyciszony telefon.
- Haha, okay nie tłumacz się. Jak tam dojechaliście?
- Nie, jeszcze nie, zapytam Hazzę za ile będziemy. 

- Kochanie, za ile będziemy, na miejscu.
- Jakieś dwie godzinki może półtorej. 
- Okay.

- Za dwie godziny lub półtorej. 
- Aaa, to nie dużo. Dobra to ja wam nie przeszkadzam, cieszcie się tylko sobą. Jak dojedziecie na miejsce to napisz lub zadzwoń bo będę się martwiła. 
- Haha, okay. Buźka, pa. 

- Kto to? 
- Vicky.
- Byłaś tak we mnie zapatrzona że nie usłyszałaś telefonu?
- Chciałbyś. 
- Nie muszę chcieć. Ja wszystko widzę skarbie, nawet jeśli nie patrzę akurat na Ciebie. 
- Aaa, to ciekawych się rzeczy dowiaduję. 
- Taki już jestem, bardzo ciekawy.
- Nie wmawiaj sobie słoneczko. 
- Haha.
- Okay, ja chcę spać, obudź mnie jak dojedziemy na miejsce. 

*2 godziny później* 
(Harry)

- Kochanie wstawaj już jesteśmy. 
- Co? Jeszcze chwilę.
- Nie, nie, nie. Wstawaj.
- Harry.
- Hmm?
- Tyłek mnie boli. Bardzo.
- No i co ja mam teraz zrobić.
- Pomasuj. 
- Chodź na kolana. 

Jak powiedziałem tak zrobiła. Siadła na mnie okrakiem a ja złapałem w dłonie jej idealne pośladki. Ścisnąłem dosyć mocno i pociągnąłem ku górze po czym zataczałem kółka na co syknęła. Czułem jak w moich spodniach powstaje erekcja. Ona doskonale o tym wiedziała i wiem że chce się ze mną podroczyć. Zaczęła ruszać się w tył i w przód ocierając się o mojego penisa. Owinęła ręce wokół mojego karku i wbiła się mocno na mnie jakby chciała się pieprzyć przez spodnie. Oj Mind, Mind. Ale przyznam była w tym doskonała ponieważ mój przyjaciel stał już na baczność a ja miałem taką ochotę że to jest kosmos.
- Przestań bo zaraz zerżnę Cię tutaj. 
- Kusząca propozycja. Szyby są przecież przyciemniane. 
Wsunęła się przez odstęp między miejscem kierowcy a pasażera na tylne siedzenie i zawołała mnie do siebie. Zrobiłem to samo co ona i po chwili byłem przy niej. Przejechałem palcem po jej ustach po czym zacząłem ją zachłannie całować. Szybko pozbyłem się jej bluzki a ta w tym czasie rozpinała moje spodnie. Na chwilę rozłączyłem nasze usta aby móc pozbyć się tych spodni na dobre. Gdy leżały już gdzieś na siedzeniu wróciłem do jej ust. Zabrała się za moją koszulkę a ja za jej szorty. Zsunąłem je z jej zgrabnego tyłka. Została już tylko w bieliźnie a ja w bokserkach. Zgrabnie odpiąłem jej stanik i rzuciłem za siebie. Chyba wylądował z bagażniku. Pozbyłem się później też jej majtek a ona moich bokserek. Gdy była już naga wyciągnąłem z kieszeni spodni które leżały na ziemi paczkę prezerwatyw. Wyciągnąłem jedną i wsunąłem na kutasa. Gdy to zrobiłem nie czekałam ani chwili i gwałtownie wszedłem w nią całą długością. Przez to że zrobiłem to tak szybko i wcale się tego nie spodziewała pisnęła głośno ale zamknąłem jej usta pocałunkiem. Poruszałem się w niej szybko po czym zwalniałem lekko tempo by za chwilę wracać do szybkiego. Zostawiłem kilka malinek na jej ciele. Czułem że jesteśmy już oboje blisko. Robiłem to jeszcze szybciej a ona jęczała jeszcze głośniej. Jestem pewien że widać jak auto się rusza, i to ostro. 
- Ha.. Ha.. Harry! Oh! Aaa! Kurwa Styles, pieprz mnie mocniej. 
Na te ostatnie słowa stałem się tak cholernie brutalny co dawało nam sto procent przyjemności. Kilka porządnych pchnięć i doszedłem w niej. Spuściłem się w środku. 
- Jeszcze. 
- Kochanie, naprawdę? 
- Tak. 
Szczerze? Ona tak na mnie działała że mogłem się z nią kochać co chwilę. Wszedłem w nią ponownie ostro i szybko. Jęczała jak szalona co dawało mi jeszcze więcej spełnienia. 
Żeby dać jej jeszcze więcej przyjemności. Ssałem jej sutki a rękami ściskałem jej perfekcyjne piersi. Czułem że ona zaraz dojdzie. Dałem jej jeszcze kilka pchnięć a jej głowa opadła bez sił na fotel. Po chwili ciszy usłyszałem z jej ust coś co przyprawiło mnie o cudowne dreszcze.
- Najlepszy seks w moim życiu. Jesteś po prostu w tym najlepszy. 
- Mówisz?
- Tak. Czuję że nie będę mogła chodzić ale mniejsza z tym. 
- Grr, okay, ubieraj się i wychodzimy. Pójdziemy pokąpać się w jeziorze. 
- Okay, super.

*kilka minut później*
(Rose)

Ten domek jest po prostu cudowny. Ciemnego koloru panele w salonie białe meble i duży plazmowy telewizor. Kuchnia jest przepiękna szare ściany i czerwone meble. W 'naszym' pokoju jest wielkie łóżko na którym spokojnie zmieściły by się cztery osoby. Ogólnie wszystko jest bardzo ładnie urządzone. Odłożyliśmy nasze walizki w salonie. Ze swojej wyciągnęłam strój, koc i ręczniki dla mnie i dla Hazzy, oraz wygodniejsze dresowe szorty z nike. Ściągnęłam z siebie ubrania i zamiast bielizny ubrałam strój a na to resztę ubrań.
- Mmm, jakie ja mam tutaj fajne widoczki. 
- Głupek. 
- Twój.
- Wiem. 
Spakowałam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy, na nos założyłam swoje pilotki i wyszliśmy z domu. Harry zamykał drzwi a ja ruszyłam już w kierunku jeziora które było dosłownie obok naszego domku. Na piasku rozłożyłam koc, położyłam na nim torebkę i ręczniki. Zdjęłam z siebie ciuchy zostając już tylko w bikini. Usiadłam na kocu wyciągając z torby olejek i zaczęłam się smarować. Po chwili podszedł do mnie jakiś wysoki blondyn o niebieskich oczach. Nie powiem przystojny był. 
- Cześć. Może pomogę. 
- Nie nie trzeba. 
- Hmm, okay. A co taka ślicznotka robi sama na plaży, może się przyłącze dla towarzystwa.
- Wiesz... - niestety nie dane mi było dokończyć.
- Nie sama leszczu. Jak Ci się zaraz dołączę to będziesz szukał zębów w tym piachu. 
Nawet nie zauważyłam kiedy Hazz przyszedł. Szczerze? Bardzo rozbawiła mnie jego reakcja. To słodkie że jest zazdrosny bo wiem że mu na mnie zależy, choć, wzoruje się to również tym, że mi nie ufa, wydaje mu się, że mogłabym go zdradzić. Ale ten chłopak nie jest mu nic winien. Nie wiedział że jestem sama więc zaproponował towarzystwo. I tak bym odmówiła więc nie wiem po jaką cholerę on się spina. 
- Dobra koleś, spokojnie. Nie wiedziałem że to Twoja panienka, myślałem że jest tu sama. - z tego co zauważyłam był strasznie zakłopotany i przestraszony.
- Grzeczniej proszę, nie przypominaj sobie żebyśmy byli na Ty. A teraz spieprzaj stąd skoro już wiesz że nie jest sama. Już! - Nieznajomy przewrócił oczami, machnął ręką po czym odszedł na swoje miejsce gdzieś daleko od nas.
- Harry, pogrzało Cię! 
- Dobierał się do Ciebie! 
- Nie dobierał, po prostu myślał że jestem sama i chciał mi dotrzymać towarzystwa. Przecież to nic złego. Z resztą on miał z szesnaście lub siedemnaście lat nie gustuję w dzieciach. 
- No to grubo ma że nie zna dziewczyny a chce dotrzymać towarzystwa. Kurwa mać, ale mi zadziałał na nerwy. 
Nie miałam ochoty już tego dalej wysłuchiwać, wstałam, po czym ruszyłam w kierunku wody. Zamoczyłam stopy, lekko pisnęłam, ponieważ woda była dość zimna. Moja skóra była bardzo rozgrzana i już czerwona, ponieważ szybko się opalam, ale nie zdążyłam posmarować się olejkiem. Powoli woda zakrywała już moje nogi. Kucnęłam, aby cała przyzwyczaić się do wody. Gdy temperatura wody, kompletnie mi nie przeszkadzała, położyłam się na plecach i zamknęłam oczy. W głowie, przelatywało mi pełno myśli. Czy Harry, naprawdę mi nie ufa? Dlaczego tak zareagował? Gdyby mi ufał, wiedziałby, że nigdy w życiu, nie zdradziłabym go. Nie rozumiem. 
- Rose. 
- Tak? 
- Dlaczego tak zareagowałaś?
- Bo mi nie ufasz. 
- Jak to ci nie ufam? Ufam Ci najbardziej na świecie. 
- Serio? Nie widać. Gdybyś mi ufał, nie byłbyś zazdrosny. 
- Jestem zazdrosny, bo jesteś tak cudowna że, każdy facet, na Ciebie leci. 
- Ale ja jestem z Tobą, z nikim innym. A wszyscy inni, mnie nie interesują.
- Zrozum, taki jestem, zawsze będę o Ciebie zazdrosny. 
- Eh. W sumie, związek do czegoś zobowiązuje.
- Kocham Cię.
- To już wiem. 
Złapał mnie za biodra, podniósł ku górze, ja oplotłam jego biodra nogami, zaczęłam go namiętnie całować, masując mu jednocześnie kark. 
Gdy postawił mnie z powrotem popchnęłam go aby wpadł do wody. Jego mina bezcenna. Gdy to zrobiłam zaczęłam uciekać. Strasznie się śmiałam co jeszcze bardziej utrudniało mi ucieczkę. Nie ukrywajmy, bieganie w wodzie, do łatwych nie należy. Gdy byłam już na brzegu szybko wbiegłam na koc i owinęłam się ręcznikiem. Wytarłam się i zaczęłam wylegiwać się na słońcu. Zauważyłam też że zaczerwienienia na mojej skórze zmieniły się w opaleniznę. Postanowiłam że żeby uniknąć opalenia się na buraka posmaruję się kremem. Po skończeniu czynności położyłam się ponownie na kocu. 

10 minut później
Temperatura była dość wysoka, więc moje ciało zdążyło się bardzo nagrzać. Nagle poczułam strasznie zimne krople na moim brzuchu. Zareagowałam bardzo gwałtownie przechodząc do pozycji siedzącej. Zauważyłam że to Hazz. 
- No to teraz zemsta. 
Przejechał swoją mokrą ręką po moich ramionach na co się wzdrygnęłam. Nagle zza pleców wyciągnął jakieś wiaderko. 
- Harry nie. 
- Tak kochanie.
- Proszę Cię.
- Było mnie nie pchnąć.
- Proszę nie oblewaj mnie tym wiaderkiem.
- Aaa, mam Cię nie oblewać wiaderkiem. - powiedział ze szczególnym naciskiem na ' oblewać wiaderkiem '
Schylił się do mnie i wziął mnie na ręce biegnąc ku wodzie. Piszczałam jak głupia ponieważ moje gorące ciało stykało się z jego zimnym. Co ja gadam on chce mnie wrzucic do wody a ja sie przejmuję tym że stykamy się ciałami. 
- Harry proszę Cię. 
- Nic nie wskórasz.
- Kochanie. 
- Eh, okay.
Postawił mnie na nogi lecz po tym ochlapał ale w sumie lepsze to niż jakby mnie wrzucił. Ja też zaczęłam go chlapać. Postanowiliśmy że wrócimy do domku. Gdy byliśmy już w środku, ubrałam na siebie spodnie od dresu i jakąś bluzę, bo zrobiło się zimno. Mieliśmy iść zamiar na spacer przy zachodzie słońca. 

kilka minut później
Spacerowaliśmy brzegiem jeziora. Zachód był przepiękny. Jak zwykle Harry wyglądał w tym świetle seksownie. Z resztą on zawsze wygląda seksownie. Splotłam razem nasze dłonie. 
- Kocham Cię. 
- Ja Ciebie też. 
Owinęłam jego kark rękami i namiętnie całowałam. To było coś pięknego, pocałunek przy zachodzie słońca. Tak bardzo go kocham. Jest dla mnie najważniejszy. 

SPĘDZILIŚMY CUDOWNY TYDZIEŃ NAD JEZIOREM. ALE WSZYSTKO CO DOBRE ZAWSZE SIĘ KOŃCZY WIĘC PRZYSZEDŁ CZAS NA POWRÓT DO LONDYNU.


MAM NADZIEJĘ ŻE ROZDZIAŁ WAM SIĘ SPODOBAŁ. PRZEPRASZAM ŻE KRÓTKI, ALE OBIECUJĘ, ŻE NASTĘPNY BĘDZIE DŁUŻSZY. JEŻELI CI SIĘ PODOBAŁ TO ZOSTAW PO SOBIE KOMENTARZ PONIEWAŻ TO BARDZO MOTYWUJE DO DALSZEJ PRACY. NEXT POWINIEN POJAWIĆ SIĘ ZA 3/4 DNI. BUZIAKI, AUTORKA. xx 

środa, 26 listopada 2014

Rozdział 3 - Tak cholernie za Tobą tęskniłam.

UWAGA! ROZDZIAŁ ZAWIERA SCENĘ +18, CZYTACIE NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Ogólnie to nie jestem najlepsza w pisaniu takich scen ale coś tam się pojawiło poniekąd. 

Po kilku minutach dostałam odpowiedź od Hazzy. 


' Eh, no trudno. Mam nadzieję że nie zapracujesz się na śmierć i jeszcze się spotkamy. BUZIAKI. H. xxx :* ' 


Dlaczego tak bardzo boli mnie to że skłamałam oraz to że przez tak długi czas nie będę go widzieć. Dlaczego jak o nim myślę mam motylki w brzuchu? Czy ja się naprawdę zakochałam? ... 

KILKA DNI PÓŹNIEJ

Nie widziałam się z Harry'm i chłopakami od trzech dni. Od ostatniego sms'a nie pisałam też z loczkiem. Kurwa mać, wiem że wyrażam się brzydko ale tak strasznie za nim tęsknie. Chciałabym żeby mnie przytulił, ooo, jeszcze lepiej, chcę znowu spijać smak z jego ust. Mogę teraz powiedzieć że chyba się zakochałam. Siedzę teraz w studiu zaraz mam sesję a kompletnie nie mogę się na niczym skupić tylko nad nim. Chcę go zobaczyć, czy jest w tym coś złego? 

~*~

Po skończonej pracy przebrałam się w moje wcześniejsze ciuchy i zmierzałam ku wyjściu. Gdy opuściłam mury budynku widok który zastałam kompletnie mnie zszokował. Tam stał Harry. Odwrócony do mnie plecami, może jeszcze mnie nie zauważył. Po chwili odwrócił się i poprawił włosy po czym zwrócił wzrok w moją stronę. Patrzyłam mu w oczy a po moim policzku spłynęło kilka łez które jak najszybciej wytarłam. Podeszłam do chłopaka i bez zastanowienia wpiłam się w jego usta. Wplotłam palce po między jego loki odchylając lekko jego głowę do tyłu, rozłączając nasze usta przez co mogłam wtulić się w jego rozgrzany tors.
- Tak cholernie za Tobą tęskniłam. Harry, jedźmy gdzieś muszę Ci coś powiedzieć, ale tak żebyśmy byli sami.
- Dobrze, chodź. Masz kwiaty. 
- Dziękuję. - dałam mu buziaka w policzek.
Gdy odebrałam od niego bukiet zaprowadził mnie do auta a zachowując się jak dżentelmen otworzył mi drzwi. Uśmiechnęłam się lekko usadzając swój tyłek na skórzanym siedzeniu. Gdy on wszedł do auta musnęłam jego policzek swoją dłonią na co ten przegryzł wargę. 
- Jedziemy? 
- Jedziemy. 

~*~

Zawiózł nas do hotelu. Zmierzaliśmy do pokoju numer 169, gdy recepcjonistka podała nam klucz z tym numerkiem ten ucieszył się jak małe dziecko. Gdy weszliśmy do środka owinęłam rękami jego kark a nogi przeplotłam na jego biodrach, pocałowałam go namiętnie lecz po tym ruchu mimowolnie rozbeczałam się jak pięcioletnia dziewczynka. 
- Wiesz, teraz mogę Ci już to powiedzieć... Koch.. - nie dał mi dokończyć. 
Wpił się w moje usta namiętnie całując. Zarzuciłam swoje ręce na jego kark masując go. Oberwałam go od siebie patrząc mu długo w oczy.. BEZ SŁOWA 
- Wiesz, nigdy nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia. 
- A ja nigdy nie wierzyłam że można kogoś tak strasznie pokochać po kilku dniach. 
- Kochasz mnie?
- Najmocniej. Nie mogłam znieść tego że tak długo Cię nie widziałam, nie mogłam się do Ciebie przytulić i porozmawiać. Gdyby mi ktoś rok temu powiedział że zakocham się i będę z Harry'm Styles'em z tego sławnego zespołu One Direction. Wyśmiałabym go. 
- Czekaj.. czekaj... Będę z Harry'm Styles'em, czyli jesteśmy razem.
- Emm, nie wie, nie wiem. Nie usłyszałam żadnego pytania czy czegokolwiek. 
- Chcesz być ze mną? Z tym Harry'm Styles'em?
- Chcę być z tym debilem. 
- Kocham Cię. 
- Ja Ciebie też.


KILKA TYGODNI PÓŹNIEJ 

- Hej kochanie, co robisz? 

- Piszę piosenkę. 
- Ooo, pokaż. 
- Nie, nie, nie, nie teraz, pokażę gdy będzie gotowa.
- No kotku. 
- Nie.
- No to powiedz chociaż o czym jest. 
- O Tobie o NAS. 
- Naprawdę?
- Naprawdę. - spojrzał mi w oczy po czym ponownie wrócił do swoich karteczek.
- Ehh, idę sie spotkać z Vicky, nie wiem kiedy wrócę. 
- Dobrze, misiu. - Powiedział bez większego zainteresowania. Dzięki Styles. 
- A buziak na pożegnanie? - Zrobiłam smutną minkę po czym mój chłopak chwycił mnie za policzki pochłaniając nas w cudownym pocałunku. Oderwał nas od siebie, oblizał usta i wrócił do pracy. 
Pobiegłam szybko na górę aby się przegrać. A tak ogólnie zapomniałam wspomnieć że mieszkam z Hazzą. Miałam zamieszkać z Vicky ale plany się zmieniły, moja przyjaciółka zamieszkała ze swoim chłopakiem czyli Niall'em a ja ze swoim, dziwny zbieg okoliczności prawda?

~*~

Wychodząc z domu wysłałam jeszcze sms'a Vic, że zaraz u niej będę. Włożyłam mojego iPhone'a do kieszeni spodenek i wyszłam. Postanowiłam że pójdę pieszo, trochę ruchu nikomu nie zaszkodzi. Lato tego roku jest po prostu cudowne. Jest o wiele więcej kwiatów niż za zwyczaj a ponad to niedaleko naszego domu postawili śliczną fontannę, lubimy sobie tam przychodzić z Hazzą i zapominać o wszystkim co się dzieję wokół nas. Wtedy mamy siebie i tylko siebie. Idąc parkiem zahaczyłam jeszcze o starbucks zamawiając kawę dla mnie i dla Smith. Gdy byłam już pod mieszkaniem przyjaciółki zadzwoniłam dzwonkiem lecz po kilku minutowym czekaniu nikt nie raczył ruszyć tyłeczka i otworzyć. Próbowałam jeszcze raz ale na nic. Wyciągnęłam jeszcze raz swój telefon by zobaczyć czy odpisała lecz naglę usłyszałam jej głos. 
- Jejku, Rose, przepraszam, byłam na mieście a gdy napisałaś sms'a kasjerka kasowała moje zakupy więc nie bardzo miałam możliwości aby być tu szybko. - ciągnęła z zasapanym głosem, szczerze? bawił mnie ten ton. Zawsze narzeka gdy mi coś wypadnie, no to widzisz kochaniutka nawet najlepszym się zdarza. 
- No dobra, spokojnie, bo płuca Ci wyskoczą. - Zachichotałam cicho mając pewność że mnie nie usłyszy. Niestety, to nie wyszło. 
- Bardzo śmieszne a jak Tobie coś wypada i się czepiam to się denerwujesz. 
- No już, jest okay. 
- Dobra chodź nie będziemy tak stały przed drzwiami. 
Blondynka podała mi torby z zakupami a z małej skórzanej torebki wyciągnęła komplet kluczy. Przekręciła zamek roztworzyła drzwi a ode mnie zabrała jedną reklamówkę po czym weszłyśmy. 

~*~
- A tak ogólnie, to co Cię sprowadza? 
- Ty mówisz serio? Przyszłam po prostu do przyjaciółki, czy musi być jakiś powód.
- Niby nie, ale z tego co wiem to chłopaki mają dzisiaj wolne. 
- To gdzie Niall? 
- Wyszedł gdzieś z Zayn'em.
- Harry siedzi w domu i ślęczy nad jakimiś karteczkami twierdząc że pisze piosenkę, o mnie i o nim. 
- Uuu, słodko. 
- Niby tak ale wolałabym żeby ten dzień wolny spędził ze mną no bo w końcu skoro ma wolne to dlaczego pisze piosenki. Może mu się znudziłam. 
- Przestań takie głupoty gadać. Może wpadło mu coś do głowy i nie chcąc zapomnieć przelał to na papier, Horan też tak czasami ma jak go natchnie to od razu leci do kartek i pisze. 
- Może i masz rację. Ale jakoś od kilku dni prawie ze sobą nie rozmawiamy, on cały czas jest w studiu i w ogóle.
- Ale pamiętaj że teraz pracują nad płytą a nie długo jest trasa.
- Co!? Jaka trasa? 
- Ups... Harry Ci nie mówił?
- Nie. Ile jest jeszcze do tej trasy? 
- Prawie miesiąc. To nie jest mało, przecież na pewno Ci powie może miał zamiar nie długo. 
- Ale Tobie Niall, powiedział.
- Niall to Niall a Harry to Harry. Nie denerwuj się na pewno Cię o tym poinformuje. 
- No wiesz tylko że ja już to wiem.
- Ale wiesz o co mi chodzi. 
- Tak wiem, wiem. 
- Spokojnie, nie masz się czym złościć. 
- Okay. 
Uspokoiłam się przez moment aby za chwilę ponownie zacząć o tym myśleć. Nie rozumiem... no ale w sumie prawie miesiąc to ma jeszcze czas ale o takich rzeczach powinien mi mówić o wiele wcześniej. 

~*~
Właśnie wracam do domu i mimo tego że jest już 18, na dworze nie zrobiło się ani trochę ciemniej niż wtedy gdy wychodziłam z domu. Szczerzę mówiąc nie przestałam o tym myśleć ale powoli układam sobie wszystko w głowie i staram się ochłonąć. Dotarłam do domu, zdjęłam buty po czym weszłam do salonu a Hazza nawet nie zerknął, do cholery okradli by nas a on by nie odwrócił głowy co się dzieje. 
- Fajnie że się interesujesz tym że jestem w domu, jak widać nawet tego nie zauważyłeś. Ooo, ty nawet od tych pieprzonych kartek nie odszedłeś. 

OCZAMI HAZZY 
O co jej chodzi, nie zamierzałem się odzywać bo nie miałem potrzeby dyskutować, przecież muszę pracować tak? Po chwili usłyszałem jak wbiega wnerwiona po schodach i zatrzaskuje drzwi któregoś z pomieszczeń. Tak naprawdę kark zaczyna mnie już boleć ale chcę to dziś skończyć, kończyłem już ostatnią zwrotkę. Jakoś da się ją przeprosić, przecież nie odmówi moim oczkom, haha. Wróciłem do roboty na jakieś pół godziny a skończoną piosenkę wrzuciłem do teczki. Posprzątałem cały bałagan i poszedłem do Rose. Słyszałem jak cichy płacz wydostaję się z naszej sypialni więc już wiedziałem gdzie jest. Nacisnąłem pozłacaną klamkę i wszedłem do środka. Siedziała skulona na łóżku. Podszedłem do niej i usiadłem obok. Zero reakcji. Pocałowałem ją w kark na co odpowiedziała tym samym, niczym.
- Rose.
Dalej nie raczyła nic powiedzieć. Zacząłem składać pocałunki na każdym okrytym skrawku jej ciała a ta nawet nie drgnęła.
- Proszę Cię.
- Zobacz jak to jest gdy ma się Cie w dupie. Miło? 
- Rose ale ja musiałem to skończyć.
- Musiałeś? Czy tak Ci się chciało. Miałeś dziś do cholery wolne i zamiast spędzić ten czas zemną wolałeś zająć się pracą skoro miałeś odpocząć. Jutro znowu będziesz zapieprzał do studia a ja znowu obudzę się w pustym łóżku i będę zasypiać w pustym. Nawet nie raczyłeś ruszyć dupska z krzesła gdy wróciłam wyszłam z domu o 12 a wróciłam o 18 chciałam się do Ciebie przytulić ale kurwa nie no bo ty ślęczysz dalej w tym gównie. Nawet nie raczyłeś powiedzieć mi że macie trasę. Najlepiej było by powiedzieć tydzień przed wyjazdem albo dzień przed. Nic Cię nie obchodzi, tak o mnie zabiegałeś a teraz masz mnie gdzieś. - krzyczała przez łzy.
- Rose, nie jest tak...
- Nie? Prawda w oczy kole. 
- Chciałem Ci powiedzieć w tym tygodniu ale nie było okazji. Wiem że miałem wolne ale coś mnie natchnęło i nie mogłem przestać pisać. Przepraszam. 
- Nie było okazji? Miałeś cały dzisiejszy dzień. Gdyby nie Vicky do tej pory bym nie wiedziała. Pamiętasz co powiedziałeś? Że nigdy nie pozwolisz mi płakać. Jak widać nie dotrzymujesz obietnic. 
- Ja.. ja.. nie wiem co powiedzieć. Przepraszam, nie chciałem żeby tak to wyglądało. Cholernie mi na Tobie zależy. Jeżeli chcesz wezmę jutro dzień wolnego.
- Tak, i znowu będziesz cały dzień coś pisał. Nie będzie różnicy jeżeli nie pójdziesz. Ja i tak będę sama a Ty i tak będziesz pracował więc..
- Skończyłem piosenkę.
- Wow, no powiem Ci że cudowna wiadomość. A teraz zostaw mnie samą. 
- Rose..
- Wyjdź. 
- Daj mi coś powiedzieć.
- Powiedziałam coś.

Rose

Szczerze mówiąc chcę się do niego przytulić i mu wybaczyć ale nie daje rady. Muszę ochłonąć. Postanowiłam że nie mam o co płakać i staram się nie uronić ani jednej łzy ale to ciężkie. Zeszłam z łóżka wyciągnęłam z szafy jakąś rozciągniętą czarną koszulkę i niebieskie szorty. Powędrowałam do łazienki zamykając drzwi na klucz. Zdjęłam z siebie ubrania i weszłam do kabiny. Odkręciłam korek z ciepłą wodą. Przyjemne dreszcze które pojawiły się na mojej skórze pod wpływem ciepła sprawiały że zapominałam o tym co działo się przed chwilą. 

~*~
( godzina później ) 
Ubrana we wcześniej naszykowane ciuchy zeszłam na dół aby zrobić sobie gorącą czekoladę. Gdy byłam już w kuchni zauważyłam że stoi za mną Harry z kartą w ręku i zaczyna śpiewać. 

I figured it out

I figured it out from black and white
Seconds and hours
Maybe they had to take some time

I know how it goes
I know how it goes from wrong and right
Silence and sound
Did they ever hold each other tight
Like us
Did they ever fight
Like us

You and I
We don't wanna be like them
We can make it till the end
Nothing can come between
You and I
Not even the Gods above can
Separate the two of us
No nothing can come between
You and I
Oh, you and I

I figured it out
Saw the mistakes of up and down
Meet in the middle
There's always room for common ground

I see what it's like
I see what it's like for day and night
Never together
Cause they see things in a different light
Like us
They never tried
Like us

You and I
We don't wanna be like them
We can make it till the end
Nothing can come between
You and I
Not even the Gods above can
Separate the two of us

'Cause You and I
We don't wanna be like them
We can make it till the end
Nothing can come between
You and I
Not even the Gods above can
Separate the two of us
No nothing can come between
You and I
Oh, you and I
Ooooh You and I
We could make it if we try
Oh, you and I
You and I

Gdy to usłyszałam łzy napływały mi do oczu ale nie dałam po sobie tego poznać. Gdy skończył odwróciłam się udając że to nie wzbudziło we mnie żadnych emocji. Nie mogłam tego po prostu udawać, nie dałam rady się przełamać. Odwróciłam się i spojrzałam na zamurowanego Styles'a, zdziwił się chłopczyna. Podeszłam do niego i mocno wtuliłam się w jego tors. Pocałowałam go namiętnie wplatając palce w jego loczki.

Na chwilę oderwał nas od siebie patrząc mi w oczy tak jakby pytając o zgodę. Wiedziałam co chce teraz zrobić, miałam na to ochotę tak samo jak on. Pokręciłam głową na tak a on wrócił do wcześniejszej czynności. Zdjął ze mnie bluzkę i przestał całować mnie w usta bo zajął się szyją i dekoltem. Zostawił malinkę na moim obojczyku po czym wrócił do ust. W między czasie zdjęłam mu koszulkę. Zabrałam się już za rozpinanie guzika jego spodni lecz Harry podniósł mnie i zaniósł do sypialni na łóżko. Sam je z siebie zdjął to samo robiąc z moimi. Zostałam już tylko w bieliźnie. Jednym sprawnym ruchem Hazz odpiął mi stanik zrzucając go na ziemię zaczynając ssać moje sutki po czym dmuchał na podrażnione miejsce co doprowadzało mnie do jeszcze większego pożądania. Szybko zdjęłam swoje majtki a następnie jego bokserki. Moim oczom ukazał się jego przyjaciel, nie ukrywam mały nie był. Nie mówię tu że jakiś nie wiadomo wielki że się aż boję ale... a z resztą. Płynnym ruchem prześlizgnęłam się przez ramię chłopaka tak abym to ja mogła górować. Zaczęłam całować każdy skrawek jego ciała pozostawiając kilka malinek na ciele. Wplotłam palce w jego loki po czym szarpnęłam na co ten lekko syknął. Przerzucił mnie na dół i zajął się moją kobiecością. Przez chwilę swoimi palcami smyrał okolice żeby w pewnym momencie móc wsadzić je we mnie po chwili liżąc strefę intymną. Zaczęłam piszczeć i szeptać jego imię. Przekręciłam nas i wzięłam w dłonie jego przyjaciela, pierw kilka zwinnych ruchów w górę i w dół a potem wepchałam go sobie do buzi działając szybkim tempem. Po chwili miałam już dość i chciałam aby we mnie wszedł. 

- Harry...
- Już. 
Po chwili zawisł nade mną a płynnym ruchem wszedł we mnie całą długością. Na początku robił to delikatnie ale gdy podrapałam go po plecach i zaczęłam stękać robił to coraz szybciej. Czułam że jesteśmy już blisko oboje. Kilka pchnięć i koniec... doszliśmy w tym samym momencie. 

~*~

Leżeliśmy na łóżku, spełnieni, wykończeni i nadzy. Oboje nie mogliśmy unormować oddechu. Było mi bardzo gorąco. Gdy się uspokoiliśmy złapał mnie za dłoń i usadowił na klatce piersiowej w miejscu serca. 
- Ono bije tylko dla Ciebie. 
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie bardziej. Muszę Ci powiedzieć że jesteś cudowna. 
- Uhu, Ty też jesteś świetny. 
- Kąpiel? 
- Ooo, chętnie, jak najbardziej. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
ROZDZIAŁ TROCHĘ KRÓTKI ALE NIE MAM WENY. NASTĘPNY BĘDZIE NIEDŁUGO! BUŹKA.:) 


Lydia Land of Grafic