- Kochanie, co Ty taka smutna?
- Bo tu, było tak cudownie, nie chce mi się wracać.
- Uśmiechnij się, wrócimy tu, na pewno, za 2 tygodnie jedziemy do Barcelony.
- Naprawdę? Jej, kocham Cię! Ale ja chcę się dorzucić do biletu i do hotelu.
- Nie ma nawet takiej opcji. Zapinaj pasy jedziemy.
- Okay. - powiedziałam i złączyłam nasze usta w krótkim lecz namiętnym pocałunku.
- Mam najwspanialszego mężczyznę na ziemi.
- Wiem o tym.
- Harry!
- No co?
- Jesteś zbyt skromny wiesz?
- Haha, kocham Cię, ślicznotko.
- Hmm, wiem że jestem śliczna, nie musisz mi tego mówić. Fajnie tak? Haha.
- Ale przecież to prawda.
- Dobra jedź już.
kilka godzin później
Stałam przed lustrem w łazience i zmywając makijaż. Otworzyłam dolną szafeczkę z której wypadły podpaski. Dopiero teraz uświadomiłam sobie że okres spóźnia mi się już 9 dni. Pierwsze moje odczucie? STRACH. Przeokropny strach, który przeszywał mnie na wylot. Jednocześnie moje nogi stały się jak wata a ja opadłam bezwładnie na zimne kafelki. W głowie przelatywało mi pełno myśli, fakt kochałam się z Hazzą bez zabezpieczeń, ale to było raz. Kompletnie o tym zapomnieliśmy. Kurwa, tak to słowo idealnie pasuje do tej sytuacji. Nie to że nie lubię dzieci, ale jesteśmy jeszcze młodzi, ja mam pracę i chcę ją kształtować dalej, nie wspominając o Harry'm który jest w boy's bandzie. Chcę dziecko z Loczkiem, ale jeszcze nie teraz. Może kiedyś, za kilka lat, na pewno. Ale do cholery nie teraz, błagam. Podniosłam się z podłogi i ruszyłam do przedpokoju. Ubrałam swoje air force'y i zarzuciłam na siebie cienką bluzę. Wyszłam z domu, prawie zapominając o zamknięciu drzwi, gdy to zrobiłam pośpiesznym krokiem pędziłam do apteki. Gdy byłam już na miejscu, momentalnie zrobiło mi się gorąco, ręce zaczęły mi się pocić po czym zakręciło się w głowie. Bogu dzięki, że zaraz obok stała ławka. Usiadłam na chwilę i ochłonęłam. To ze stresu, na pewno. Mogę to sobie tak tłumaczyć, prawda? Kiedy zrobiło mi się już lepiej, weszłam do środka.
10 minut później
Weszłam
do domu, zdjęłam buty i udałam się w kierunku łazienki. Usiadłam
na sedesie po czym głośno westchnęłam. Wyciągnęłam test z
pudełka po czym zrobiłam co trzeba. Gdy to poczyniłam czekałam na
dalsze efekty. Mimo że czekałam nie całe 4 minuty, ten czas
ciągnął mi się niemiłosiernie. Tak naprawdę, strasznie bałam
się tego co pokaże test. Oczekiwałam najgorszego. Nie, nie
chciałam tego widzieć. Nie sprawdzając jak wyszedł test wsadziłam
go ponownie do kartonika i wrzuciłam gdzieś głęboko do szafki
gdzie Hazza nie popatrzy na pewno. Wyszłam z pomieszczenia i
ruszyłam do salonu. Rozłożyłam się na kanapie i włączyłam TV.
Zasnęłam gdy lecieły reklamy.
HARRY
Siedziałem w studiu już dobre 5 godzin.
Byłem totalnie zmęczony. Miałem tylko ochotę wtulić się w Rose
i zrelaksować się.
- Dobra chłopaki, na dzisiaj koniec, widzę że jesteście wykończeni, szczególnie ty Harry. - odezwał się menadżer. .
- Co?... Em, tak padam już.
- No to zbierajcie się do domu.
- Jeah.
Nie czekając na nic, pośpiesznie
wyszedłem z budynku i wsiadłem do auta.
Kilka minut później byłem już w domu.
Nie ukrywam jechałem dość szybko.
Wchodząc do domu usłyszałem dźwiek
telewizora. Wiedziałem, że moja ślicznotka siedzi w salonie.
Podszedłem do kanapy i wskoczyłem na sofę od tyłu. Okazało się
że Rose spała.
- Ał! Aaa, Jezu kto to!? - Dziewczyna w panice przeszła do pozycji siedzącej.
- Spokojnie to ja. Spałaś?
- No tak się składa że spałam.
- Przepraszam kochanie.
- Ehh, okay.
Zbliżyłem się do niej i wtopiłem nas
w namiętny pocałunek. Gładziłem ją po plecach po czym chciałem
zdjąć jej koszulkę na co się wzdrygneła a potem odsunęła.
- Nie teraz kochanie, jestem zmęczona.
- Ale...
- Proszę, może później teraz nie mam siły i ochoty.
- Jak to? Nie było mnie 5 godzin siedziałem w studiu, tyle na to czekałem, tak za Tobą tęskniłem.
- Tak to! Czy ciągle musimy uprawiać seks?! Nie możemy się po prostu poprzytulać czy co kolwiek!? Tylko jedno Ci w głowie! Miłość i związek to nie tylko seks!
- Spokojnie! O co Ci chodzi!?
- O nic! Zupełnie o nic!
ROSE
Wybiegłam z salonu do łazienki i
zamknęłam się na klucz. Zaczęłam grzebać w szafce po czym
wyciągnęłam z niej test. Tym razem bez wachania sprawdziłam co na
nim jest. Gdy to ujrzałam kamień spadł mi z serca. Nie jestem w
ciąży. Mimowolnie po moim policzku spłynęły łzy. Chcę mieć z
nim dziecko, ale nie teraz. Nie jestem jeszcze gotowa. Otarłam łzy,
zmyłam makijaż, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Szum wody
i krople które otulały moją twarz i resztę ciała relaksowały
mnie dzięki czemu mogłam zapomnieć o wszystkim złym co się
dzieję wokół mnie. Tak jaby te wszystkie gorsze wspomnienia
słypwały ze mnie. Po jakiejś dobrej godzinie którą spędziłam
myjąc się. Okryłam się mięciutkim ręcznikiem po czym wyszłam z
pomieszczenia. Od razu udałam się do kuchni wyciągając z lodówki
sok pomarańczowy a z szafki wyciągnęłam szklankę, następnie
nalałam do naczynia napój. Rozglądnęłam się po domu nie
zauważyłam nigdzie Harry'ego. Pewnie się obraził, ochłonie i
wróci jestem tego pewna on nie potrafi porozmawiać. Zawsze wychodzi
zostawiając mnie samą. Szczerze? Bardzo dobrze. Przynajmniej mogę
sobie wszystko przemyśleć w spokoju. W aktualnym momencie jakoś
nie mam ochoty go widzieć. A to chyba nie zdażyło się jeszcze
nigdy. Skoro nie chcę się kochać i mówię mu że jestem zmęczona
to powinien to po prostu zrozumieć a nie. Czasami chciałabym się
do niego wtulić i zostać tak w tym uścisku po kilka godzin.
Naprawdę nic mi się dziś nie chce.Upiłam łyk picia , a że byłam
tak spragniona, całą zawartość wypiłam niemalże duszkiem. Jakiś
czas później usłyszałam że drzwi się otwierają. Osoba,
podeszła do mnie i zaczęła całować po karku. To Harry, doskonale
znam jego usta i to wyjątkowe ciepło warg.
- Przepraszam Cię, skarbie.
Nie odezwałam się, nie dlatego że nie
chiało mi się z nim rozmawiać, ale dlatego że rozkoszowałam się
chwilą, czyli jego pocałunkami.
- Nie obrażaj się, misiu.
- Oh! No przecież nie jestem już obrażona, już dawno ochłonęłam.
- Ja też. Rozumiem że jesteś zmęczona. Przepraszam.
- Słońce, przestań już tak przepraszać.
- Przepraszam.
- Głupku!
Zarzuciłam ręce na jego kark i wpiłam
w jego rozpalone wargi. Usiadłam mu na kolanach, lekko ocierając
się o jego krocze. Złapałam końcówkę jego koszulki i
pociągnęłam ku górze.
- Kochanie, nie musimy jeżeli nie masz ochoty, ja nie nalegam.
- Ale już chcę.
- Tak?
- Mhm.Harry zdjął mnie ze swoich kolan i oparł o blacie.
- Chcesz to robić na stole?
- A dlaczego nie?
- Mmm, okay. Kusząca propozycja.Zwinnie zdjął moją bluzkę i rzucił za siebie. Uniosłam się na chwilę żeby odpiąć guziki jego spodni.
Chwilę później byliśmy już
kompletnie nadzy. Harry nie czekał długo, szybko i płynnie we mnie
wszedł.
…
TEN WIECZÓR BYŁ IDEALNY. KOCHALIŚMY ŻE
NIEMAL PRZEZ CAŁĄ NOC.
Następnego dnia.
Przebudziłam się, lekkie promienie
słoneczne muskały mnie w twarz. Co okropnie mnie drażnił0 i nie
dawało spać. Przekręciłam się na drugą stronę. Mój skarb spał
sobie jeszcze słodko. Nie spaliśmy całą noc. Nie będę go
budzić. Wstałam i zasłoniłam żaluzję, bo skoro one obudziły
mnie to równie dobrze mogę obudzić i jego. A niech sobie biedny
pośpi. Ma dziś wolne więc obudzi się dopiero za jakieś trzy,
cztery godziny. Idealnie w tym czasie gdy wrócę z pracy.
Ruszyłam w kierunku szafy i wyjęłam
jakieś ciuchy. Czyli czarną bokserkę i jasno-różowe szorty i
ulubioną bieliznę Hazzy, czarną w koronkę. On kocha gdy mam na
sobię tą lub czerowną.
Pół godziny później.
Wchodziłam już do studia. Dzisiaj mam
tylko 4 sesje, myślę że uwiniemy się z nimi szybko.
Wiem że krótki, ale nie jestem w stanie nic napisać. Nie dość że krótki to i nudny. Obiecuję wam że następnym razem na pewno was nie zawiodę i coś zacznie sie dziać. Natomiast te wypociny dodaje poniewaz obiecalam ze rozdzial bedzie w niedziele a jest czwartek wieć, zawiodlam was. Mam nadzieje ze nie macie mi tego za zle. Trzymajcie się! :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz